Zoran Drvenkar. Sorry

Zoran Drvenkar – urodzony w Chorwacji, a mieszkający w Niemczech autor był u nas zupełnie nieznanym. Za sprawą wydawnictwa Telbit mieliśmy okazję poznać jego twórczość. Pierwszą wydaną u nas powieścią jest „Sorry”. Dawno nie czytałem tak mrocznego, precyzyjnie skonstruowanego thrillera. Powieść zaczyna się brutalnym morderstwem. Mężczyzna przybija do ściany kobietę. Najpierw dłonie, a potem wbija w jej głowę długi gwóźdź ciesielski. Tyle tytułem wstępu. W dalszej części powieści poznajemy czwórkę trzydziestoletnich berlińczyków. To Frauke, Tamara, Kris i Wolf. Wszyscy mają za sobą ciężkie przeżycia, ich egzystencja jest szara, nijaka – od imprezy do imprezy, od jednego jointa do drugiego. Smutne to życie, bez jakichkolwiek perspektyw. Pewnego wieczoru wpadają na genialny w swej prostocie pomysł. Zakładają agencję pod nazwą „Sorry”. Przepraszają w imieniu innych ludzi. Pół roku późnej interes się rozkręca tak, że naszych bohaterów stać na zakup willi, na luksusowe życie. Aż przychodzi feralne zlecenie. Tajemniczy mężczyzna składa zamówienie na przeprosiny. Kiedy Kris jedzie pod podany adres znajduje kobietę przybitą do ściany i instrukcje, że ma ją przeprosić za to, iż zginęła w tak okropny sposób. Zleceniodawca liczy też na to, że Kris wraz z przyjaciółmi zajmie się zwłokami. Muszę przyznać, że Zoran Drvenkar ma niesamowitą łatwość w konstruowaniu fabuły tak byśmy do ostatniej strony byli zaskakiwani. Tutaj nie ma rozgraniczenia na dobro i zło. Nie ma prostych odpowiedzi. Misterna gra w którą zostają wciągnięci bohaterowie na każdym zostawi piętno. Drvenkar nie raz zaskakuje i zmusza do zastanowienia się nad istotą dobra, zła, przebaczenia i winy. Znakomity jest warsztat pisarza – po raz pierwszy czytałem książkę w której narracja jest prowadzona zarówno z perspektywy pierwszej osoby, jak i trzeciej, w czasie przeszłym i teraźniejszym. To przeskakiwanie w czasie i między bohaterami, w pewnych fragmentach zwracanie się do czytelnika jakby to on odgrywał role mordercy – to wszystko buduje niesamowity klimat, pełen napięcia i beznadziejności. W pewnej chwili czytelnik czuje się wręcz osaczony, bezradny wobec wydarzeń, współczujący bohaterom, mordercy. Czasem przeklinałem bohaterów, że postępują tak a nie inaczej, ale zastanawiałem jak ja bym postąpił na ich miejscu. Trzeba mieć naprawdę duży talent by tak wciągnąć czytającego w mroczny świat swej wyobraźni. Kiedy dodamy do tego fakt, że każda z postaci jest doskonale skonstruowana pod względem psychologicznym, wzajemne relacje między bohaterami zagrane są doskonale, współczujemy mordercy, a nie zamordowanym, wszystko jest precyzyjnie ze sobą zgrane, nie ma tu ani jednego fragmentu który byłby zbędny no i zakończenie które zaskakuje – wszystko to złoży się na thriller zbliżający się do ideału. Dobrze, że Telbit zdecydował się na wydawanie u nas powieści Zorana Drvenkar’a.

Tłumaczenie: Bartłomiej Szymkowski, 400 stron. Wydawnictwo: Telbit, rok wydania 2011

 

%d bloggers like this: