X-Files: Prawda leży gdzieś tam… czyli słów kilka o serialu, który zmienił oblicze telewizji.

Dziwne dni

Ostatnie dwie dekady ubiegłego stulecia znacznie się od siebie różniły – po upojnych, pełnych szaleństwa, pieniędzy, przełomów technicznych latach osiemdziesiątych nadeszły lata dziewięćdziesiąte. Już na samym początku tej niezwykłej, przedmillenijnej dekady pierwsza wojna w Iraku wstrząsnęła widzami – po raz pierwszy na żywo pokazywana 24 godziny na dobę wojna to było dla telewizji coś nowego. Dochodziło do tego, że żołnierze amerykańscy robili desant na plażę, gdzie już czekali na nich z kamerami reporterzy. Telewizja zaczęła się zmieniać – z jednej strony obrazy „na żywo” z walki na pustyniach z drugiej strony coraz bardziej durnowate, odmóżdżające talk-show w stylu Jerry’ego Springfilda. Jednocześnie narastała nieufność do czynników rządzących, mnożyły się ruchy nacjonalistyczne, obawy związane z nadchodzącym końcem wieku były coraz większe, liczne protesty ludności pochodzenia afro-amerykańskiego po tym jak policjanci winni zamordowania czarnoskórego mężczyzny zostają ułaskawieni. Powoli Ameryka zaczynała przypominać beczkę prochu gotową do wybuchu. Ten czas niepokoju postanowił wykorzystać pewien twórca.

Chris Carter 

Chris Carter – urodzony w 1956 roku na przedmieściach reżyser, scenarzysta producent, swoją karierę zaczynał jako dziennikarz sportowy. W latach osiemdziesiątych związał się z telewizją, gdzie współpracował przy produkcji serialu Rags to riches. W 1993 roku rozpoczął produkcję swojego największego dzieła – serialu X-Files. Ten bardzo mroczny, nietypowy film bazował na ludzkich lękach: nieufności do elit rządzących, wierze w istoty pozaziemskie (która akurat w Stanach była mocno zakorzeniona). Mimo obaw co do oglądalności stacja Fox zaczęła nadawanie serialu. Od samego początku cieszył się on dużą popularnością. Nie był kiczowatym melodramatem, nie był tak niezrozumiały jak cenione Twin Peaks (wyświetlane na początku lat 90-tych). Ciekawe historie, bardzo dobra realizacja, niezłe jak na serial telewizyjny efekty specjalne, kapitalna (chociaż oszczędnie dawkowana) muzyka i wreszcie pasujący do swych ról aktorzy – to wszystko sprawiło, że z odcinka na odcinek X-Files zdobywało rzesze wiernych fanów.

Chris Carter zrobił także takie seriale jak niezwykły, jeszcze bardziej, niż X-Files, mroczne Millennium, Samotnych Strzelców – będących niejako uzupełnieniem X-Files i słaby Harsh Realm. W 2014 wyemitowany został pilot nowego serialu autorstwa Chrisa Cartera – The After. Niestety, na pilocie się zakończyło, a szkoda, bo zapowiadała się kolejna mocna historia w której wątek Apokalipsy był mocno podkreślony. Niemniej nazwisko Carter wielu milionom wiernych widzów będzie się kojarzyło z X-Files. Tak samo jak słynny motyw muzyczny z czołówki serialu.

Mark Snow

Za muzykę w serialu odpowiedzialny został urodzony w 1946 roku w Nowym Jorku Mark Snow (jego prawdziwe nazwisko to Fulterman). Kompozytor ten już w 1976 roku komponował muzykę do The War Widow, w 1978 natomiast stworzył ścieżkę dźwiękową do trzeciego sezonu serialu Starsky&Hutch. Początkowo do napisania muzyki serialowej nie było wcale łatwo wybrać kompozytora. Brano pod uwagę kilkunastu kandydatów, a Mark Snow wcale nie był faworytem. Dopiero po trzecim przesłuchaniu zaproponowano mu by stworzył muzykę do X-Files. Jak sam opowiadał temat muzyczny czołówki tworzył trzy razy, ale Chrisowi Carterowi nie do końca podobał się efekt. Zupełnym przypadkiem sfrustrowany Snow odkrył odpowiednie dźwięki – oparł przedramię na klawiaturze keyboardu i uzyskał efekt echa – tak znakomicie wykorzystany w otwarciu każdego z odcinków. Ale muzyka w serialu była zasadniczo wykorzystywana bardzo ostrożnie – być może dlatego kompozycje Marka Snow’a zapadają w pamięć głęboko i wielu z nas potrafi do dziś zanucić kilka kawałków z X-Files. A opowieści z archiwum X towarzyszyły nam bardzo długo.

Dziewięć sezonów ukrytej prawdy.

Sezonów było dziewięć – 202 odcinki. I trzeba przyznać, że do samego końca serial trzymał wysoki poziom. Oczywiście – były wzloty i upadki: po trzech pierwszych, rewelacyjnych sezonach, gorsze czwarty i piąty, niezły szósty i rewelacyjny siódmy sezon. Natomiast ósmy i dziewiąty sezon – to już sprawa dyskusyjna. Ja osobiście ich nie lubię, ale poziom trzymają wysoki. Ale o co w ogóle chodzi w tym serialu? Opowieść zaczyna się gdy agentka FBI Dana Scully zostaje przydzielona przez przełożonych do Archiwum X. Archiwum X to komórka w FBI zajmująca się tropieniem niewyjaśnionych, tajemniczych spraw, ocierających się o zjawiska paranormalne. Tak naprawdę Dana ma obserwować działania Foxa Muldera – agenta odpowiedzialnego za badanie spraw sklasyfikowanych jako niewyjaśnione. Dana Scully, lekarka z wykształcenia, jest osobą twardo stąpająca po ziemi, szukającą zawsze racjonalnych wyjaśnień spraw, jakie wraz z Mulderem będą badać. Fox Mulder jest jej przeciwieństwem – szczerze wierzy w kontakty z istotami pozaziemskimi czy zjawiska paranormalne i stara się udowodnić, że za wszystkim tym stoi Gabinet Cieni – taki tajny rząd w rządzie… Z kolejnymi odcinkami przekonamy się, że Mulder ma racje, prawda jest ukryta gdzieś daleko. Początkowo każdy z odcinków opowiadał inna historię – mieliśmy więc opowieść o tajnym samolocie zbudowanym na podstawie rozbitego spodka z Roswell, historię o zaginionych w niezmierzonych lasach drwalach, którzy ścieli nie to drzewo co potrzeba, czy też o mutancie, który żywił się ludzkimi wątrobami… Z czasem jednak powstawały odcinki (po dwa, trzy) opowiadające główną historię serialu – porozumienie między kosmitami, a Gabinetem Cieni dotyczące wyhodowania super-żołnierza (krzyżówki obcego z człowiekiem) i kolonizacji Ziemi (która się miała rozpocząć 22.12.2012 – tak jak to przepowiadali Majowie). Problem z tym, że im więcej tych odcinków głównej mitologii było, tym bardziej historia stawała się zagmatwana i nielogiczna. Dowodem na to był pierwszy długometrażowy film – X-Files: Pokonać przyszłość. Nakręcony w 1998 roku z fabuła umieszczoną gdzieś pomiędzy 5 i 6 sezonem okazał się po prostu dodatkowym, dłuższym, może bardziej widowiskowym odcinkiem serialu. Nic się nie wyjaśniło, nic dalej nie było wiadomo… nawet scena pocałunku – na która fani czekali z niecierpliwością , okazała się porażką… Nie pomogło też to, że po siódmym sezonie  z serialu odszedł David Duchovny – odtwórca głównej roli. Sezon ósmy i dziewiąty to nowy agent – John Doggett (grany przez Roberta Patricka, który po roli w Terminatorze 2 nazywany był przez kolegów z branży „Liqiud Rob”). X-Files bez Muldera to już nie było to samo, i serial postanowiona zakończyć dwoma odcinkami pod wspólnym tytułem „Prawda”.  Kolejne spotkanie z naszymi bohaterami to drugi film pełnometrażowy – X-Files: Chcę wierzyć z 2008 r. Tym razem nie odwoływał się on do mitologii serialu, a był dobrze nakręconym thrillerem z elementami nadprzyrodzonymi. To spotkanie z Mulderem i Scully było naprawdę bardzo przyjemne.

Mulder, Scully i inni

Obsada serialu to była jego kolejna mocna strona. Występowali w epizodach m.in. Bruce Campbell, Lance Henriksen, Terry O’Quinn, Burt Reynolds czy Brittany Tiplady. Jedną z głównych ról grał Mitch Pillegi jako Walter Skinner – szef Muldera i Scully. Do głównych ról wybrano Gillian Anderson i Davida Duchovnego. Gillian Anderson swoją przygodę z aktorstwem zaczęła w nowojorskim teatrze gdzie grała w spektaklu Filantropi Christophera Hamptona. W latach 80-tych zagrała drobne role w filmach Three at Once i A Matter of Choice. Jej kariera jednak rozpoczęła się na dobre gdy w 1993 roku Chris Carter zaangażował ja do roli Scully w swoim kultowym serialu. Od tej pory Anderson zagrała w wielu naprawdę niezłych filmach (Świat zabawy, Ostatni król Szkocji) i serialach (chociażby Hannibal czy The Fall). Rolę Muldera zagrał David Duchovny – aktor o żydowsko-szkockich korzeniach z domieszką polskiej krwi. David studiował literaturę angielską na Uniwersytecie Yale, ale tak naprawdę pociągało go aktorstwo. Jego pierwsze epizodyczne role to filmy Pracująca dziewczyna, Bad Influence czy Nie mów mamie, że niania nie żyje. Ale widzowie pamiętają go doskonale z kontrowersyjnej roli w serialu Miasteczko Twin Peaks w roku 1990 (mimo, iż wystąpił tylko w trzech odcinkach) czy słynnych, mocno erotycznych Pamiętnikach Czerwonego Pantofelka – serialu z 1992 roku. Potem było X-Files, a po nim kariera Davida Duchovnego toczy się spokojnym rytmem – tak jak Gillian Anderson występuje może rzadko, ale za to w dobrych produkcjach (Wróć do mnie, Ewolucja, Niedościgli Jonesonowie czy bardzo dobry serial Californication). I chociaż prywatnie się nie znosili, to jako Mulder i Scully, Gillian Anderson i David Duchovny stworzyli jedną z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych par małego ekranu. Wkrótce szaleństwo na ich punkcie ogarnęło cały świat.

Szaleństwo

Serial X-Files okazał się strzałem w dziesiątkę. W niedługim czasie dwójka bohaterów była znana szerokiej publiczności. Wywiady, sesje zdjęciowe, programy dokumentalne – Mulder i Scully byli wszędzie. Zaczęły się pojawiać najróżniejsze gadżety związane z serialem – od gier komputerowych (The X-Files Game z 1998 i The X-Files: Resist or Serve z 2004 roku), przez komiksy, gry karciane (przez krótki czas dostępne także w Polsce), książki – zarówno te oparte na scenariuszach poszczególnych odcinków jak i zupełnie nowe nawiązujące do uniwersum X-Files, koszulki, figurki, plakaty, kalendarze. Wydawano także oddzielne pismo poświęcone serialowi. Sentencje z czołówki serialu (The Truth Is out There, Trust No One czy Everything Dies) na stałe zagościły w świadomości ludzi. Serial X-Files był w latach 90-tych najpopularniejszym telewizyjnym show. Ba, nawet sam Stephen King napisał scenariusza do jednego z odcinków. W siódmym sezonie wyprodukowano także odcinek będący połączeniem X-Files z Millennium… A jednak po sezonie dziewiątym serial zakończono. Na pewno miało na to wpływ kilka czynników. Świat po raz kolejny się zmienił – tragedia z 2001 roku, potrzeba jednak zaufania komuś… ludzie już nie potrzebowali mrocznego X-Files. Potrzeba było czegoś pewnego, stałego. Poza tym – twórcom najwyraźniej zaczęło brakować pomysłów – seria zaczęła gonić w piętkę. W 2002 roku wyemitowano ostatni odcinek. Jednak w pamięci fanów, w popkulturze Mulder i Scully zagościli już na zawsze. Niejeden raz znajdziecie w książkach, serialach, filmach odniesienia do X-Files (zobaczcie chociażby ostatnie sceny w zeszłorocznym horrorze Extraterrestrial). Wszelkiego rodzaju strony internetowe o zjawiskach paranormalnych, czasopisma takie jak Faktor X czy Nie z tej ziemi,  także jak grzyby po deszczu wyrosły właśnie na fali zainteresowania serialem. Bez X-Files nie zmieniłaby się mentalność widzów i myślę, że takie seriale jak Zagubieni, Helix, Magazyn 13, Herosi, Taken, 4400  i wiele, wiele innych na pewno nie miałyby szans by zaistnieć. Wpływu Archiwum X na kulturę masową nie da się zbagatelizować. Trzeba przyznać, że także w Polsce szaleństwo dało się odczuć.

X-Files, a sprawa polska.

Jak na rynek odporny na wszelkiego rodzaju gadżety – zwłaszcza w latach 90-tych – w Polsce pojawiło się stosunkowo dużo rzeczy związanych z serialem. Pierwszy odcinek wyświetlono u nas 20 marca 1996 roku w TVP 2. Oj, pamiętam ten moment. I szok jakiego doznałem. Dla mnie – miłośnika UFO, paleoastronautyki, czarnej magii (takie miałem zainteresowania już odkąd dziecięciem byłem) był to serial idealny. Pamiętam, że każdy odcinek nagrywałem na kasetę VHS, oglądałem wielokrotnie, analizowałem… to był prawdziwe zauroczenie. Potem zaczęto wydawać u nas książki na podstawie poszczególnych odcinków – bardzo ładne okładki, kiepska treść – jak to zazwyczaj w nowelizacjach scenariusza. Ukazało się ich kilkanaście, ale żadna nie była godna uwagi. Dużo ciekawsze okazały się powieści będące odrębnymi historiami osadzonymi w świecie X-Files. Ukazało się ich w Polsce 6: cztery nakładem wydawnictwa MeKong i po jednej z wydawnictw DaCapo i LiBROS. Jedna z nich, Epicentrum, w 1995 roku zdobyła nagrodę miesięcznika Science-Fiction i Fantasy jako najlepsza powieść roku, w 1996 roku ten tytuł uzyskała inna książka z tej serii – Ruiny. Jeśli chodzi o książki to ukazały się także przewodniki po serialu, biografie aktorów – a wszystko to z wydawnictwa Da Capo. Ukazywały się także u nas komiksy Z Archiwum X – w 1997 roku (pisze o nich w 50-tym numerze Grabarza Polskiego Mariusz „Orzeł” Wojteczek) – ale tylko kilka zeszytów było i tyle…

Rzeczą która chyba tylko w Polsce się ukazywała były kasety VHS z kilkuczęściowymi odcinkami wydawane przez Imperial Entertainment. Ukazało się takich zestawów 26.

A jednak, żeby obejrzeć całość serialu musieliśmy czekać bardzo długo. Telewizja Polska zakończyła emisję po 7 sezonie. Potem serial pokazywano w Polsacie i w kilku innych stacjach. Ale całość, w pięknym wydaniu, na DVD zaczęła się ukazywać nakładem firmy DeAgostini w 2007 roku – początkowo co tydzień, później co dwa tygodnie ukazywała się w kioskach książeczka w twardej oprawie zawierająca płytę DVD  z czterema odcinkami serialu. Wydano w ten sposób wszystkie odcinki i dziś to wydanie to rarytas kolekcjonerski na dużą skalę.

Prawda nadal jest gdzieś tam…

Ten fragmencik opowieści o Archiwum X piszę 28 stycznia 2018. Poprzednio pisałem o tym, że seria komiksów, że będą nowe sezony… Komiksy skończyły się chyba po dwóch numerach. Sezon 10 – 6 odcinków w 2016 roku i sezon 11, który zaczął się na początku stycznia 2018 i planowany jest na 10 odcinków – moich oczekiwań nie spełniły. O ile jeszcze sezon 10 dawał radę, te sześć odcinków może nie było wysokich lotów, może Archiwum X nie nadążyło po prostu za współczesnym światem z jego portalami społecznościowymi i ogólną dostępnością wszelkich wydarzeń, to zakończenie dawało naprawdę świetną, zamykająca całość klamrę. I tak powinno zostać. Ale nie, jednak nakręcono sezon 11 – według mnie kpinę z fanów serialu… Po obejrzeniu czterech odcinków, stwierdzam, że albo to ja zgredziałem do reszty, albo twórcy serialu robią nas po prostu w bambuko. Szkoda, bo właśnie na naszych oczach dorzynana jest legenda, na której wielu z nas się wychowało.

Prawda nadal jest gdzieś tam… ale może, drodzy twórcy serialu X-Files,  zostawcie ją już w spokoju?

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: