DC ma jakiś kompleks w stosunku do Marvela. Oczywiście – chodzi o to, w jaki sposób Marvel swoje filmowe uniwersum zbudował. Krok po kroku, film po filmie. DC w tym wyścigu do portfela Widza mocno się spóźniło. I nie pomogło mu w niczym to, że aby dorównać rozmachowi Marvela musiało od razu zagrać wysoką kartą. Brak odpowiedniego wprowadzenia w świat, to moim zdaniem, jedna z przyczyn słabego przyjęcia „Ligi Sprawiedliwości” czy filmowego pojedynku Batmana z Supermanem. Światełkiem nadziei na lepsze czasy był film „Wonder Woman”. Pierwsza odsłona to był naprawdę dobrze zrobiony, superbohaterski blockbuster, dobrze zagrany i po prostu ciekawy (chociaż przecież nie pozbawiony wad). Niestety – o najnowszym obrazie – „Wonder Woman 1984” już w superlatywach nie da się mówić.

„WW 84” przenosi nas do lat 80-tych XX wieku. Chociaż akurat odniesień zbyt wielu do tej arcyciekawej dekady zbyt wielu nie zobaczymy. Diana ciągle nie pogodziła się ze stratą ukochanego. Samotność urozmaica pracą w muzeum i walką ze złem. Pewnego dnia wszystko się zmienia za sprawą niezwykłego kamienia, który może spełnić najskrytsze marzenie osoby, która go dotknie. Jak zawsze w takich historiach – spełnienie marzenia ma swoją cenę. A nie każdy gotów jest ją zapłacić.

Oczywiście – nie zdradzę żadnej niespodzianki, bo wszystko pokazane zostało w trailerach – ukochany Diany – Steve Trevor – powróci ze świata zmarłych właśnie dzięki niewypowiedzianemu marzeniu. Wątek ten, chociaż dawał nadzieję na jakieś ciekawe rozwinięcie, powoduje, że środkowa część filmu bardzo szybko robi się po prostu… nudna. Niektóre rozwiązania scenariusza są tak banalne i kuriozalne, że nie wiesz czy się śmiać czy płakać. Lot niewidzialnym myśliwcem chociażby. Również przeciwnicy – Max Lord i Cheetah – są chyba swoimi karykaturami, a nie groźnymi antagonistami.

Najnowszą produkcje DC ogląda się ciężko. Przez większość czasu po prostu nic się nie dzieje. Cały czas czekałem na jakąś akcję, ale nawet w finale za bardzo jej nie było. Fabuła jest banalna, finał nie ekscytuje – historia jest nawet nie prosta, a prostacka. I przesłanie, które w tym samo w sobie jest pewnie mądre, tutaj się rozmywa w banalności i bylejakości. Dwie i pół godziny zmarnowane.

Na plus można zapisać jedynie Gal Gadot, która w roli Wonder Woman dalej się sprawdza (ale sama jedna filmu nie udźwignie) i muzykę Hansa Zimmera – jak zwykle niezawodnego.

Szkoda – naprawdę liczyłem na to, że universum DC z filmu na film będzie coraz lepsze. Niestety „WW 84” to srogi zawód. Gdyby to jeszcze był jeden z pierwszych filmów – taki origin, to może by się jakoś obronił. Ale jako kolejny z cyklu nie broni się wcale. Zdecydowanie nie polecam.

Reżyseria: Patty Jenkis, Scenariusz: Geoff Johns, David Callaham, Patty Jenkins, Muzyka: Hans Zimmer, Występują: Gal Gadot, Chris Pine, Kristen Wiig, Pedro Pascal, Produkcja: Hiszpania/Kanada/Meksyk/USA/Wielka Brytania 2020.

Wonder Woman 1984

(2020)
3

Moja ocena

3.0/10

Zalety

  • Gal Gadot jako WW
  • Muzyka, którą chętnie jeszcze posłucham
  • Chyba więcej już żadnych...

Wady

  • Banalna fabuła
  • Fatalnie zrobiony finał
  • Nuda w środkowej części filmu