Uwagi o pisaniu

Przeglądając jakiś czas temu „komputerową szufladę” natknąłem się na taką rzecz, którą pisałem kilkanaście już lat temu. Udzielałem się wtedy dość aktywnie na portalu opowiadania.pl i wymieniałem się mailami z różnymi ludźmi (jedną z tych osób był chociażby Robert Cichowlas, który już wtedy pisał świetne opowiadania). Czasami komuś doradzałem w miarę możliwości, a czasami ktoś doradzał mi. Kilka maili złożyłem potem w całość i tak powstały „Uwagi o pisaniu”. Oczywiście nie jestem, broń Boże, żadnym autorytetem w tych sprawach, ale miałem sygnały, że te kilka słów pomogło kilku osobom w szukaniu swojego sposobu pisania… Myślałem, że ten tekst mi zaginął gdzieś już na zawsze, a tu niespodzianka – znalazłem te fragmenty! Pomyślałem sobie, że może warto je zachować i podzielić się swoimi wrażeniami z tego co mi osobiście sprawia dużą frajdę. To może bardziej słowa z punktu widzenia czytelnika niż autora – i mówię oczywistą oczywistość (która można przeczytać w „Jak pisać” Stephena Kinga czy „Galerii Złamanych Piór” Feliksa Kresa), ale może mnie nie wyśmiejecie. Część tego tekstu – ta o budowaniu nastroju – to była odpowiedź na konkretnego maila, o konkretnym opowiadaniu. A oryginalny tekst brzmiał tak:

Znowu się wymądrzam. Nie to, żebym był mądrzejszy od Was (chociaż starszy od większości na pewno 🙂 ) Po prostu kiedy ja zaczynałem pisać nie miałem nikogo, kto by mi doradził, pomógł, dał dobrą radę. Dlatego ja chcę się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami.

W pierwszej części moich uwag napisałem, że plan nie jest potrzebny. No właśnie…

UWAGA 1 JAK TO JEST Z TYM PLANEM?

Kiedy zaczynam pisać opowiadanie od “co by było gdyby” to wiem o czym chcę pisać. Wiem mniej więcej co się zdarzy. Często później okazuje się, że zdarzyło się coś zupełnie innego. Nie mam planu, tylko ogólny zarys historii. Moim zdaniem plan typu

“W 1 akapicie bohater podchodzi do okna i wygląda na ulicę – tu wstawię opis ulicy.

W 2 akapicie bohater odwraca się od okna i patrzy na pokój – tu dam opis pokoju…” itd. zabija dobre opowiadanie. W takim opowiadaniu brak jest odrobiny szaleństwa, ognia, nieprzewidywalności. Sam piszący upycha się w ciasne ramy które sobie narzucił. Bohaterowie są nudni – bo ich twórca też nudził się, kiedy pisał o nich według planu. Kurczę, pozwólcie swoim bohaterom na trochę luzu.

No dobrze. Czyli pełna dowolność? NIE. Bo na początku wspomniałem: jakiś zarys trzeba mieć. Żeby nie okazało się w trakcie pisania horroru, że piszecie romans.

To ogólnikowe co napisałem. Może powiem Wam jak wygląda to u mnie. Na początku jest pomysł.

UWAGA 2 SKĄD SIĘ BIORĄ POMYSŁY?

Zewsząd. Z radia, wiadomości, gazet, z urywków wypowiedzi….

Przykład?

Pewnego dnia byłem z ojcem w supermarkecie budowlanym. Oglądaliśmy różne narzędzia. Nagle słyszę tekst ojca: “To się do niczego nie nadaję” – chodziło o jakieś uniwersalne szczypce czy coś. “Czemu?” spytałem. “Bo jak coś jest do wszystkiego do jest do niczego”. I tak powstało opowiadanie “Niewłaściwy dzień”.

Albo:

Słucham sobie wiadomości w radiu i słyszę: “Naukowcy odkryli gen dający sygnał do starzenia się organizmu. Może już wkrótce będzie można zatrzymać rozwój ulubionego kota żeby mieć zawsze małego kociaka” – ot taki wakacyjny news…A mi przyszło do głowy co by było gdyby rodzice “zatrzymali” rozwój dziecka na poziomie pięciu lat? Urodził się 20 lat temu ale nadal ma 5… Jak to wpłynęłoby na psychikę takiego dziecka? Co by się stało, gdyby nagle zaczął się starzeć?… I tak dalej, i tak dalej. Z tego można zrobić melodramat, horror, fantastykę.

No więc wpadłem na pomysł. I co dalej?

UWAGA 3 SZKICOWNIK.

Mam szkicownik do opowiadań. Kiedy już wpadnę na jakiś pomysł w głowie kształtuje mi się fabuła. Układają mi się opisy, dialogi. I te skrawki myśli zapisuje. Zapisuje po dwa trzy zdania opisu, dialogu, sytuacji którą gdzieś widziałem. To jest bardzo pomocne, bo mam gotowe różnego typu scenki, które później mogę rozwinąć. Niekoniecznie w opowiadaniu które właśnie wymyśliłem. Nie zapisuje tylko wyglądu bohater. Wiecie dlaczego?

UWAGA 4 CZY JA MUSZĘ ZNAĆ SWOJEGO BOHATERA?

Nie. Zwłaszcza jeśli piszę krótkie opowiadanie. Nie muszę wiedzieć co je, jak wygląda, ile ma zębów. Potrzebuję o nim najważniejszych wiadomości. Pewnie, że jak piszesz powieść to powinieneś znać bohatera na wskroś. Chyba… W opowiadaniu niekoniecznie. Nie piszę więc charakterystyk bohatera. Moim zdaniem wiele osób robi błąd opisując dokładnie ludzi o których piszą. No bo na przykład ktoś mi pisze: “Była blondynką. Miała 178 cm wzrostu, długie nogi. Biust nr 4. Oczy niebieskie. Każdy facet na nią leciał”. A wcale nie. To nie jest akurat mój ideał urody. Taki nietypowy jestem. Ale jeżeli ktoś napiszę: “Szła ulicą i każdy facet oglądał się za nią. Odlew jej ciała mógłby leżeć w jakimś instytucie jako ideał kobiecości” – taki opis łyknę. Raz że jest śmiesznie, dwa, że do takiego opisu ja wyobrażę sobie kobietę która odpowiada mojemu ideałowi – nie ma tu nic o włosach, oczach, biuście… Albo na przykład jak napiszę taki tekst:

Roman patrzył na kobietę która weszła do baru.

–  Zdzisiek, zobacz jaka lalunia. A te cyce. Takimi to by cie nakryła że ho, ho. –

– No, ale bym poujeżdżał – odpowiedział Zdzisiek.

No chyba macie już jakieś pojęcie o Romanie i Zdziśku? Widzicie ich? Te dwie obleśne moczymordy, świdrujące swoimi zapyziałymi oczkami każdą babkę? No to nie muszę Wam już ich opisywać w tekście. :))

UWAGA 5 NASTRÓJ

Nie jestem ekspertem.

Budowanie nastroju jest w ogóle ciężkim zadaniem. Zobacz jak to robią najlepsi – np. Stephen King. Większość jego utworów polega na tym, że zwykłym ludziom zdarzają się niesamowite rzeczy. Ot tak, po prostu.

No dobra – kilka moich uwag:

Pisząc horror staram się przedstawić zwykłych ludzi. Takich, z którymi mógłbyś się utożsamić. Potem stawiam ich w sytuacji dramatycznej. I opisuję ich zachowanie, tak jak, wydaję mi się, ja bym się zachował.

Nie zdradzam na początku utworu co się dzieje. I właśnie – nawiązując do Twojego.

Już w prologu ujawniłeś co się dzieje. Test nowej broni, osiedle otoczone murem, odcięte od świata. A wyobraź sobie jak ciekawe byłoby gdybyś zaczął np: “Kobieta chciała jak zwykle dotrzeć do pracy. Jakie było jej zdziwienie, kiedy natknęła się na mur, odgradzający jej osiedle od reszty świata. Wokoło kręcili się ludzie, tak samo jak ona zdezorientowani. Nikt nie wiedział co się dzieje. Na dźwięk lecącego samolotu wszyscy podnieśli głowy do góry. Z samolotu wyleciała skrzynia, rozwinął się spadochron. Skrzynia wylądowała gdzieś w środku osiedla.” I tak dalej.

Nikt nic nie wie. W drugim rozdziale poznajemy grupę żołnierzy, z ich rozmów dowiadujemy się, że chodzi o nową broń biologiczną. Żołnierz nie są świadomi tego, że oni również są “grupą kontrolną”. To okazuje się później.

Mam nadzieję, że łapiesz o co mi chodzi.

Jeszcze jedno – masz problem z imionami i ksywkami żołnierzy w Twoim opowiadaniu. Nie pasuję mi Ricky vel Jasiek, czy jakoś tam. Wybiło mnie to z rytmu czytania. I znowu moja rada – sam mam czasami problem z nazwiskami – biorę wtedy pierwszy lepszy film i spisuję sobie z “listy płac” różne nazwiska i imiona, potem je mieszam i mam gotowe kilka nowych tożsamości bohaterów. A ksywki wydaje mi się też powinny być bardziej drapieżne, nie wiem “kocur, pazur, szczur, brzydal, młot…” i tak dalej.

No dobrze. A jak to wygląda w praktyce?

Zobacz moje opowiadanie “Niewłaściwy dzień”. Nie ma tam może nastroju, ale – o tym, że chodzi o zombie dowiadujesz się na końcu opowiadania. Cały czas staram się, że by napięcie wzrastało. Żeby czytelnik zaczął się zastanawiać, o co chodzi, co się stało?

Po prostu nie staraj się tłumaczyć czytającemu wszystko od a do z. Pozwól zadziałać wyobraźni. Nie zaczynaj opowiadania od np.: To był test nowej broni, Trupy zjadały ludzi. Czy do tej zasady musisz się stosować stale? Nie. Bo np. mogę sobie wyobrazić opowiadanie zaczynające się od zdania: Jutro ma być koniec świata. Przedstawiasz sytuację. Wiem od początku, że ma być koniec świata. Ale interesuje mnie dlaczego. I to ma być Tajemnica. A nie od razu w drugim zdaniu: Spadnie kometa. Nie. Drugie zdanie może brzmieć: Rozpaczliwie szukam ratunku, ale jest już za późno. Wyglądam przez okno na rozszalały tłum demolujący sklepy, niszczący samochody. Oni też wiedzą. Już jest za późno.” A to, że spadnie kometa to wyjaśniasz dalej…

Zasadniczo pamiętaj, że piszesz o człowieku. Nie o zdarzeniu, tylko o człowieku w niego uwikłanym.

Jeśli piszesz horror to jeszcze jedno. Nie nadużywaj słów takich jak: mroczny, przerażający, skowyt, przeraźliwy… po prostu są one już tak wyświechtane, że hohoho. 🙂

UWAGA 6 CO Z TYMI REALIAMI?

Nawet jak piszesz fantasy to realia musisz znać!

Śmieszy mnie jak ktoś piszę, że rycerze dwie godziny walczyli na miecze. Ciężkie, dwuręczne miecze. Ludzie! To i Herkules by nie wytrzymał. Jak piszesz o rycerzach to zadaj sobie trud i na jakimś pokazie walk rycerskich poproś, żeby dali Ci miecz potrzymać, hełm założyć, kolczugę… Na ogół zapaleńcy rycerskiego rzemiosła są bardzo mili i uczynni… Pomogą. I nie piszcie mi później, że trzyletnie dziecko napięło łuk refleksyjny i wypuściło strzałę na odległość 200 metrów.

Albo na przykład – piszę teraz o niemieckim U-bocie. No nie byłem w środku takiego okrętu podwodnego, ale na mojej półce z książkami wylądowały trzy pozycje o budowie i życiu marynarzy na takim okręcie. Studiuję te książki, żeby wiedzieć jak nazywa się  na przykład taki wichajster przy peryskopie. Pewnie o nim nie napiszę, ale jakbym musiał to co? mam napisać “uderzył się o takie coś przy peryskopie”? Albo ktoś mi napiszę, że na żaglowcu zrefował rufę? No ja tam się na tym nie znam – ale autor takiego dzieła – powinien. No więc mam realia, mam bohaterów… I hurrrrraaaa! Skończyłem pisać…

UWAGA 7 JAK JUŻ SKOŃCZYŁEM TO CO?

Ja takie opowiadanie odkładam na jakiś czas. Niech dojrzewa. Zaczynam pisać coś innego. Dużo czytam. Po jakimś miesiącu sięgam do szuflady po napisane wcześniej opowiadanko… No i się zaczyna. Kreślę. Kreślę dużo – tych rzeczy które mnie samemu się nie podobają. To dobra metoda. Dzięki temu można wyłapać wiele błędów. Jakie to błędy? Podam trzy. Konkretne przypadki.

“Przyłożył do oka swój karabin” – no nie, to co on, sam do siebie strzelał??? we własne oko???

“Miała duże piersi opięte na szarym golfie” – no comments – taki lapsus.

No i przykład trzeci – mój własny.

Napisałem kiedyś opowiadanie. Super było. W 1999 roku. Spodziewaliśmy się katastrofy komputerowej. No wiecie 2YK…. No to ja o ataku terrorystycznym. Że na całym świecie jednocześnie o 24.00 zresetowano komputery, a w tym czasie Islamska Armia Wyzwolenia wpuściła wirus do sieci… Bomba atomowa w Paryżu, gaz nad Rzymem. No mówię Wam. Sam byłem zachwycony swoja genialnością. Dopóki po kilku tygodniach, jak przeczytałem pierwszy akapit mojego genialnego opowiadania. Zacząłem się w głos śmiać. Czemu? A słyszeliście o strefach czasowych? No przecież 24.00 nie nastąpi nigdy równocześnie na całym świecie…

Opowiadanie wylądowało w kuble na śmieci.

Dlatego mówię: trzeba krytycznie czytać to co się napiszę. I ciąć, ciąć, ciąć…

UFFF… ale się rozpisałem….

To chyba koniec.

Koniec moich uwag o pisaniu.

Nie wyczerpałem tematu. Przychodzi mi na myśl jeszcze kilka myśli. Ale co tam. Nie będę się więcej wymądrzał.

Image by Free-Photos from Pixabay

%d bloggers like this: