The Atticus Institute

Reżyseria: Chris Sparling, Scenariusz: Chris Sparling, Występują: William Mapother, Rya Kihlstedt, Sharon Maughan, John Rubenstein  Produkcja: USA, 2015

Film „The Atticus Institute” to koktajl zrobiony z wielu wyświechtanych do bólu wątków. Niejeden raz już widzieliśmy wszystko to co proponują nam twórcy tego filmu. Na szczęście jest to koktajl na tyle strawny, że bez bólu można go spokojnie obejrzeć. Może nie ma tutaj za dużo strachu, może łatwo przewidzieć co będzie się działo… ale jednak jakiś urok w sobie to ma. Cała historia oparta jest na popularnym motywie badań nad zjawiskami paranormalnymi i ich wykorzystaniem w celach obrony kraju lub szpiegowaniu wrogów. Są lata siedemdziesiąte dwudziestego wieku – zimna wojna w pełni, Rosjanie prowadzą swoje badania nad osobami o uzdolnieniach paranormalnych, Amerykanie mają swój Instytut Atticus – założony przez doktora Henry’ego Westa ośrodek badań nad parapsychologią. Przez lata wiele nie osiągnął – owszem, zdarzały się jakieś drobne przejawy zdolności ponad normalnych. Ale najbardziej obiecujący przypadek telekinezy okazał się oszustwem. Działalność Instytutu miała się więc ku końcowi, gdy do placówki trafiła Judith Winstead. To zdarzenie miało się okazać brzemienne w skutkach. Oto bowiem Judith pokazał pełen zakres możliwości parapsychologii: od telekinezy przez jasnowidztwo, telepatię, pirokinezę… Badania prowadzone przez coraz bardziej przerażonych naukowców prowadzą do tego, że przypadkiem kobiety zaczyna interesować się rząd Stanów Zjednoczonych – w końcu może wypalić plan wykorzystania parapsychologii do walki z wrogiem. Ale siła jaka opętała Judith ma swoje własne plany… Wszystko zmierza ku tragicznemu finałowi.

Sam film – nakręcony w formie paradokumentu: wywiady z uczestnikami wydarzeń sprzed czterdziestu lat,  przeplatanego archiwalnymi zdjęciami z prac Instytutu zaczyna się powoli – można powiedzieć, że pierwsze dwadzieścia minut jest po prostu nudne. Potem akcja nabiera tempa i robi się ciekawie. Dużym plusem jest wplecenie w fabułę prawdziwych zdarzeń z lat zimnej wojny – Rosjanie ponoć rzeczywiście mieli duże osiągnięcia w dziedzinie badań nad parapsychologią, a wspomniana w filmie Nina Kaługina była rzeczywista postacią. Przez takie zabiegi „Instytut Atticus” nabiera chociaż pozorów realności zdarzeń. Aktorzy także są dobrze dobrani do swych ról, a grająca rolę Judith Rya Khilstedt zagrała co najmniej dobrze. Oczywiście – nie jest to żadne arcydzieło filmowe. Największy zarzut jaki można postawić, to fakt, że jednak to wszystko już było: „Egzorcysta”, „Omen”, „Z Archiwum X” – to tylko kilka inspiracji, które na pierwszy rzut oka widać. Film jest przewidywalny, a twórcy nie starają się budować napięcia i zaskoczenia – już od połowy seansu możemy się domyślić jak to się skończy. Z drugiej strony, już od dłuższego czasu nie było takiego, nie roszczącego sobie pretensji do bycia czymś więcej niż tylko rozrywką, filmu o opętaniu i egzorcyzmach. I żeby nie było, że spoileruje – już od pierwszych kadrów filmu widać, że chodzi o opętanie. Jak na niskobudżetowy film dobre są efekty specjalne – dawkowane rozsądnie, bez przesady. W sumie dostajemy film, który może ambitny nie jest, ale trochę dobrej rozrywki dostarczyć potrafi.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: