Terror – pierwsze wrażenia z serialu

Terror – pierwsze wrażenia z serialu

Gdyby ktoś mnie spytał o najlepszą książkę, jaką przeczytałem w życiu to wybór byłby naprawdę trudny. Ale tak na szybko… to na myśl przychodzi mi “Terror” Dana Simmonsa. We wcześniejszym wpisie możecie przeczytać recenzję powieści, tutaj zaś chciałbym opowiedzieć o pierwszych wrażeniach z serialu.

Zawsze się boje, przy dobrym materiale literackim, ekranizacji. Czasami naprawdę dobry materiał jest kapitalnie źle zrobiony – przykład? – chociażby serial Mgła na podstawie opowiadania Stephena Kinga. Z tak dobrej opowieści zrobiono… jedno wielkie gówno – sorry, ale inaczej tego nie można określić. Wierzcie mi, że na ekranizację Terroru czekałem ze strachem równie wielkim jak niecierpliwość. I po dwóch odcinkach mogę z ulgą powiedzieć, że twórcy dali radę.

Znakomita jest oprawa wizualna – aż się wierzyć nie chce, że film nie był kręcony gdzieś na kole podbiegunowym tylko w Chorwacji. Świetne zdjęcia, Terror i Erebus jak żywe. Dobrze dobrana obsada – aktorzy pasują do swych ról, grają wiarygodnie, ciekawie, dobrze oddają emocje i uczucia swoich bohaterów. Odpowiednio dobrana muzyka potęguje klimat narastającego zagrożenia. Właśnie ten klimat w serialu został bardzo fajnie pokazany. Trochę mi przychodzi na myśl serial Tabu – właśnie z tym mrocznym, dusznym nastrojem.

W stosunku do książki główna różnica to fakt, iż akcja zaczyna się w zupełnie innym momencie. W powieści Potwór z lodu pojawia się już na początku, tutaj w mniej więcej połowie drugiego odcinka i to tylko jako półsekundowy przebłysk w świetle błyskawicy. Spowodowane to jest tym, że w powieści mieliśmy dwie ścieżki czasowe i kilku różnych narratorów – w serialu natomiast wszystko poukładane jest chronologicznie (z niewielkimi retrospekcjami). Oczywiście, ułatwia to oglądanie i zorientowanie się w osi czasu… ale jednak w powieści było to o wiele bardziej ekscytujące – te różne punkty widzenia. Rozumiem konieczność takiego zabiegu w serialu, ale dla mnie, zapalonego miłośnika powieści, trochę to spłyca akcję.

No właśnie, serial zapowiada się naprawdę bardzo dobrze, ale jednak brakuje mu tej głębi i wieloznaczności, jaka była największym atutem książki Dana Simmonsa. Bardzo dobrze (jak na razie) realizowana ekranizacja nie jest jednak w stanie wydobyć całej grozy, jaką Autor zawarł w powieści. Chociażby to, że w trakcie lektury fizycznie niemal czujemy wszechogarniające zimno – w serialu tego nie ma. Nawet stroje marynarzy wydają się jakieś za lekkie na te mrozy. Zresztą, Dan Simmons jest po prostu znakomitym opowiadaczem historii – przez kilka stron na przykład opowiada nam o tym jak bardzo zimno dokucza marynarzom… a w serialu co? przez chwilę kamera robi przelot nad zamarzniętym statkiem…

Terror jest naprawdę trudnym do przeniesienia na ekran tematem. Dlatego, mimo spłycenia historii, czapki z głów przed twórcami serialu. Z bardzo trudnego materiału wycisnęli co tylko się dało. Oczywiście – to dopiero dwa pierwsze odcinki są, przed nami dużo momentów, które w powieści robiły niesamowite wrażenie (na pewno każdy, kto czytał powieść wie o jakiej scenie przede wszystkim mówię… kto nie czytał ten musi nadrobić zaległość 🙂 ). Powiem Wam, że z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki – na szczęście chyba nie da się tego serialu zepsuć.

Terror, sezon 1, USA 2018.  Reżyser: Edward Berger, scenariusz: David Kajganich, zdjęcia: Florian Hoffmeister, Kolja Brandt. Występują: Jared Harris, Ciaran Hinds, Tobias Menzies, Paul Ready.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: