Tape 407

Samolot którym wracają do domu poświątecznej przerwie Jessie i jej piętnastoletnia siostra Trish rozbija się gdzieś na rządowym obszarze, gdzie wojsko prowadzi tajne eksperymenty. Wszystkie te wydarzenia rejestruje kamera, którą Trish zabrała w podróż. Samolot przy awaryjnym lądowaniu łamie się na dwie części – garstka pasażerów i stewardesa którzy akurat byli w ogonie przeżyli katastrofę. Jednak w ciemnościach nocy czai się coś nieznanego, coś co zacznie na ocalałych bezlitośnie polować. „Tape 407” to film który został nakręcony w ciągu pięciu dni, i w którym aktorzy improwizowali swoje kwestie. Przez to jest obrazem bardzo autentycznym. I nawet to co przeszkadza w innych tego typu produkcjach – jak można kręcić wszystkie wydarzenia – tutaj jest wytłumaczone tym, że światło pracującej kamery jest pasażerom potrzebne. Niestety – całą dramaturgię filmu psuje schematyczny i przewidywalny do bólu scenariusz. Nawet zakończenie – w zamiarze autorów przewrotne i zaskakujące – nie zmieni faktu, że „Tape 407” to jeden ze słabszych przedstawicieli gatunku „found fotage”. Ciekawe założenie, autentyzm (nawet fakt, że ocaleli miotają się bez sensu, krzyczą na siebie – wszystko pokazuje reakcje spowodowane szokiem po rozbiciu samolotu), kilka niegłupich scen – to nie wystarczy by stworzyć film wart zapamiętania na dłużej. Jeśli nie macie akurat nic ciekawszego do zrobienia możecie spokojnie obejrzeć – jednak nie spodziewajcie się niczego wielkiego i zaskakującego.

%d bloggers like this: