Stephen King. Uniesienie

Tłumaczenie: Danuta Górska. 176 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2018.

Czuję się oszukany. Kiedyś przeczytałem takie zdanie, że wystarczy, iż Stephen King wyda drukiem swój paragon z pralni, a będzie to bestseller. I tak trochę się poczułem, jakby ten paragon z pralni właśnie został wydany. Przesadzam? Pewnie, że tak. Ale wydanie krótkiej, w sumie banalnej nowelki jako pełnoprawną powieść, rozdmuchanie jej do 176 stron to jest trochę oszukaństwo. Żeby jeszcze historia była taka z efektem „wow!”… Ale „Uniesienie” – opowieść o mężczyźnie, który tracił na wadzę, niczym otoczony polem nieważkości, naprawdę jest banalna. Fajny pomysł, z którego mógł być dobry horror czy fantastyka, zostało obleczone w formę przypowiastki obyczajowej, z dużymi elementami nachalnej poprawności politycznej. Ważny temat, jakim jest tolerancja dla związków homoseksualnych, tutaj został pokazany w sposób idealistyczny… i niewiarygodny. Nie bardzo chce mi się wierzyć w to, że w rzeczywistym świecie tak właśnie by się stało jak to opisuje Autor. Nie chcę spoilerować, bo historia jest na tyle krótka, że cokolwiek by się nie napisało o fabule to już zdradziłoby się istotne fakty, ale zakończenie, rozwiązanie głównego motywu jest cokolwiek infantylne. A fakt, że akcja rozgrywa się w miasteczku Castle Rock – które przecież było areną wydarzeń kilku naprawdę dobrych powieści Kinga – nie ma tutaj prawie żadnego znaczenia.

Gdyby ta nowela ukazała się w zbiorze takim jak na przykład „Czwarta po północy” – razem z na przykład nowelami „W wysokiej trawie”, „Pudełko z guzikami Gwendy” ( nowelą o klasę lepszą od „Uniesienia”) i jeszcze jedną jakąś to tak. Byłaby to bardzo przyjemna lektura. Ale rozmienianie się na drobne i jeszcze przymus płacenia jak za normalną powieść – to jest trochę oszukiwanie fanów twórczości Stephena Kinga. Oczywiście – nie można mieć pretensji do wydawnictwa – koszt składu, druku, dystrybucji w takim przypadku wcale nie jest dużo mniejszy na pewno, więc i cena końcowa musi być jak „normalnej” powieści, ale pretensję do Autora można już mieć. Ja – mimo, iż jestem od lat fanem Stephena Kinga – po lekturze „Uniesienia straciłem sporo zaufania i szacunku do niego…

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: