Stephen King. Przebudzenie

Stephen King. Przebudzenie

Tłumaczenie: Tomasz Wilusz, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, stron: 536, rok wydania 2014.

Z tą powieścią Stephena Kinga mam problem. Bo z jednej strony – ta fajna, wciągająca powieść jest. A z drugiej strony mam wrażenie, że to co najlepszego miał autor napisać, napisał już dawno. Opowieść w „Przebudzeniu” rozpoczyna się w latach sześćdziesiątych XX wieku. Do małego miasteczka w Nowej Anglii przyjeżdża nowy pastor Charles Jacobs. Wkrótce on i jego żona staną się ulubieńcami wszystkich mieszkańców Harlow. Nikogo nawet nie dziwi fakt, że Charles ma nieco dziwne zainteresowania jak na pastora – jego pasją jest elektryczność i jej zastosowanie w praktyce. Wydarzenia obserwujemy oczami sześcioletniego wówczas Jamie’go Mortona. W tym czasie właśnie losy Jamie’go i pastora Jacobs’a splotą się nierozerwalnie. Fabuły więcej nie opowiadam – kto jest zainteresowany i tak sięgnie po tą powieść – w końcu to King, marka sama w sobie. Ja mam niedosyt jednak po lekturze.

Po pierwsze – książka jest zbyt krótka. Lubię Kingowe molochy takie jak „To” czy „Bastion”, ale rozumiem, że w dzisiejszych, szybkich czasach, rzadko kto pokusi się na lekturę zajmującą 1000 stron. Jednak w przypadku „Przebudzenia” aż się prosi, by jednak napisać więcej. Wiele wątków zostaje otwartych, tylko po to by ich nie domknąć, albo zakończyć jednym, dwoma zdaniami (np. motyw siostry bohatera. Jamie mówi w pewnym momencie, że nie gniewał się na siostrę nigdy, lecz na jej męża tak, i to bardzo… czekam kilkadziesiąt stron na wyjaśnienie czemu, a tu nic – owszem, wiemy co stało się w końcu z siostrą, ale mam wrażenie niedomkniętego wątku). Poza tym przeskok w czasie między dzieciństwem bohatera, a momentem gdy ponownie spotkał pastora też jest zbyt duży według mnie. A szkoda, bo fragmentami Stephen King snuł opowieść tak cudownie jak w „Bastionie” historię Larry’ego Underwood’a. Wątek „tajemnej elektryczności” który powinien być wyciśnięty do cna jak cytryna – bo naprawdę jest tajemniczy i zaciekawia bardzo, też został potraktowany po łebkach… I tak dalej i tym podobnie.

Mam wrażenie po lekturze, że więcej mi obiecano niż na końcu dostałem. I w końcu finał powieści – za szybko, za krótko… i raczej śmiesznie niż przerażająco. Ja wiem – ten finał dla kogoś kto nie zna innych powieści Kinga czy opowiadań Lovecrafta będzie, być może, przerażający. Ale kiedy ktoś zna to wszystko, to jedynie wzruszy ramionami z powątpiewaniem (szczerze mówiąc większe wrażenie zrobiła na mnie ilustracja Darka Kocurka do finału powieści, niż sam finał). Jeśli chodzi o tematykę finału to w innych powieściach Stephen King pokazał ją bardziej dobitnie, bardziej strasznie… No i właśnie taki to mam problem z najnowszym Kingiem… Porównując ją do wcześniejszych powieści – to „Przebudzenie” wypada przeciętnie (chociaż ma genialne fragmenty), jeśli zaś od tej powieści zaczynałbym przygodę z królem horroru – to byłbym zachwycony. Na pytanie czy Tobie, Szanowny Czytelniku, będzie się podobać – niestety odpowiedzieć musisz sam…

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: