Stephen King. Oczy Smoka

Tłumaczenie: Sylwia Twardo, 399 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2010.

Stephen King wielkim pisarzem jest. To nie ulega wątpliwości. I kiedy dawno temu zacząłem czytać „Oczy Smoka” spodziewałem się fajerwerków. Tymczasem dostałem…bajkę. Bo „Oczy Smoka” to eksperyment który doceniłem po ponownej lekturze zupełnie niedawno. Stephen King uwielbia eksperymenty. „Sztorm stulecia” na przykład – scenariusz filmowy wydany jako powieść, słuchowiska radiowe czy pierwszy utwór publikowany w sieci. Tak, King lubi eksperymentować. Tak oto dostajemy do czytania bajkę – opowiadaną przez narratora, zaczynającą się od słów „dawno, dawno temu…” Czytelnikowi któremu King kojarzy się tylko z horrorem „Oczy Smoka” wydadzą się zwykłym chłamem. Prosta fabuła, zdarzenia przewidywalne aż do bólu. Zlepek bajkowych schematów pisany dla pieniędzy.

Sama fabuła do oryginalnych nie należy – w królestwie Delain zostaje zamordowany król. Morderca – pierworodny syn króla – zostaje zamknięty w wieży na zawsze. Władzę w królestwie obejmuje jego młodszy brat. Doradcą nowego króla jest czarnoksiężnik Flagg. Tutaj czytelnika znającego twórczość Kinga już powinno coś zastanowić. Flagg…czyż to nie ten sam Zły który w „Bastionie” niemal  doprowadził ludzkość do upadku? Czy to nie jego ścigał Roland z „Mrocznej Wieży”. Odpowiedź na te pytania brzmi – tak. Bowiem „Oczy Smoka” – mimo bajkowego sztafażu – to powieść ściśle związana ze światem „Mrocznej Wieży”. Dużą satysfakcję daje odnajdowanie tych powiązań, tropienie bohaterów z innych powieści Kinga. Akcja powieści rozwija się powolnie, dużo tutaj typowych elementów baśni. Jednocześnie jest to akcja dopracowana do najmniejszych szczegółów. Zwróćcie uwagę na motyw domku dla lalek. Albo chusteczek które Peter – królobójca – zażyczył sobie do posiłków jakie dostawał na wieży. Tak – pod płaszczykiem zdawać by się mogło płytkiej bajki dla dzieci ukrywa się ciekawa opowieść. Są tu fragmenty okrutne, nie przystające niemal do bajkowej narracji, jest przyjaźń, jest miłość. A w końcowych fragmentach akcja nabiera tempa i kolorytu.  Stephen King udowadnia, że dobrze się czuje w każdej konwencji i niezależnie czy pisze horror, obyczaj czy baśń właśnie. Jeśli ma ciekawą historię – potrafi ją ciekawie opowiedzieć.

Wydawnictwo Albatros zrobiło dobrą robotę – ciekawa okładka, zredagowany na nowo przekład (w porównaniu do wydania Amberu z 1992 roku). Dużym plusem jest to, iż zdecydowano się na angielską pisownię imion i nazwisk które w wydaniu Amberu były spolszczone – niby szczegół a drażnił. Szkoda, że zrezygnowano z ilustracji w środku książki – ale te w Polsce miało tylko pierwsze wydanie z 1992 roku właśnie.

Jeżeli szukasz powieści która postawi Ci włosy na głowie to „Oczy Smoka” zdecydowanie nie są dla Ciebie. Jeśli szukasz po prostu dobrej opowieści lub chcesz poznać kawałek historii kolejnego świata powiązanego z Mroczną Wieżą – spokojnie sięgnij po tą powieść. Szczytowym osiągnięciem Stephena Kinga na pewno nie jest, ale wstydzić się jej autor też nie musi.

Bo przecież liczy się tylko opowieść…

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: