Stephen King. Bazar złych snów

Tłumaczenie: Tomasz Wilusz, 672 strony, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, rok wydania 2015.

W pamięci na zawsze mi pozostaną dwa zbiory opowiadań Stephena Kinga – „Nocna zmiana” i „Szkieletowa załoga”. Raczej żadnemu kolejnemu nie udało się dorównać tym dwóm i po lekturze „Bazaru złych snów” stwierdzam, że poprzeczka dalej pozostała za wysoko. Ale mimo to najnowsze opowiadania Kinga są naprawdę dobre. Nie wybitne, ale bardzo dobre. I jeszcze dodam – mało tutaj prawdziwego horroru.

Co zatem dostajemy? Ano dostajemy prawdziwy misz-masz tego, do czego Stephen King nas przyzwyczaił. Od wrednych dzieciaków z piekła rodem („Wredny dzieciak”) po nawiedzone samochody („130. Kilometr”) – akurat tutaj jest ciekawie pokazany wątek, który przewijał się już w „To” – że jeżeli dziecko wierzy, iż coś zadziała jako broń, to ta rzecz zadziała – zresztą przekonajcie się sami – to stary, dobry King, jakiego znamy i pamiętamy. Mamy tutaj opowiadania typowo obyczajowe („Premium Harmony” czy „Batman i Robin wpadają w scysje”), są i nawiedzone przedmioty („UR”, „Nekrologi”) jest i życie po życiu („Życie po życiu”) czy postapo (w zaskakująco kameralnym i smutnym „Letnim gromie”). Do tego dochodzi opowiadanie sportowe (ale z niespodziewanym finałem), dwa poematy (wyjątkowo strawne). Mamy też opowiadanie z odniesieniem do Mrocznej Wieży („UR”). W sumie dwadzieścia historii, o których można powiedzieć, że są naprawdę ciekawie i mądrze napisane. Dodatkowo każdą historię poprzedza krótki wstęp Autora o genezie jej powstania. Odnajdziemy tutaj to co u Kinga najlepsze i na co ja osobiście czekałem (bo ostatnie historie z serii pan Mercedes nie porwały mnie do końca i Stephen King trochę spadł z piedestału moich ukochanych Autorów). Ale okazuje się, że King ma jeszcze w zanadrzu garść ciekawych historii. Szkoda tylko, że okładka nie jest autorstwa Darka Kocurka… ta tutaj jest trochę…bazarowa.

Nie sposób nie wspomnieć o jednej rzeczy, która mnie tknęła w trakcie czytania. Dużo opowiadań pokazuje świat Ameryki ludzi średniozamożnych – takich co „nie żyją w nędzy, mają gdzie mieszkać, ale cały czas żyją w lęku, iż to może się skończyć”. Mamy więc bardzo dużo obserwacji tych prawdziwych Stanów – jakże innych od naszego „american dream”. Stąd chyba tak mało horroru w tym zbiorze – bo wyimaginowany strach przed potworami, zmienił się w strach przed przyszłością, kryzysem, w poczucie bezsensu… Taki znak czasu, i ewidentnie widać to w „Bazarze złych snów”.

Jak już pisałem –„Bazar złych snów” nie jest lepszym zbiorem niż „Nocna zmiana” czy „Szkieletowa załoga” (jeśli to ma być Twój pierwszy kontakt z opowiadaniami SK, to zdecydowanie lepiej sięgnij po któryś z tych starszych zbiorów), ale na pewno jakością przewyższa na przykład „Po zachodzie słońca. W „Bazarze…” nie ma opowiadania, które wbiłoby w fotel i nie pozwoliło się oderwać od lektury, ale wszystkie 20 historii to rzetelna pisarska praca, i każde dostarcza satysfakcji po przeczytaniu. Tak właśnie powinno się pisać opowiadania. Polecam nie tylko miłośnikom Stephena Kinga czy horroru, a każdemu kto lubi dobrą literaturę.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: