Robin Cook. Niebezpieczna gra

Tłumaczenie: Maciej Szymański, 456 stron. Wydawnictwo Rebis, rok wydania 2010.

Kiedy mówisz thriller medyczny – myślisz Robin Cook. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że cały podgatunek takiej literatury powstał właśnie dzięki niemu. Powieści „Sfinks”, ”Wstrząs” czy kultowa „Coma” sprzedają się wciąż w dużych nakładach. Sam autor ukończył medycynę na Uniwersytecie Columbia więc wie o czym pisze. Thrillery czysto medyczne tworzy naprawdę dobre. Gorzej gdy bierze się za tematy z innej półki (niesławna „Inwazja” z 1997 roku) lub gdy zaczyna mieszać gatunki. A „Niebezpieczna gra” jest właśnie taką mieszanką powieści medycznej z powieścią kryminalną. Mafia nowojorska i yakuza, wielkie przekręty finansowe, lekarze którzy dla zysku zrobią wszystko, badania nad komórkami macierzystymi, porwanie, morderstwa… a wszystko zaczyna się od niby przypadkowej śmierci japońskiego nielegalnego imigranta na stacji nowojorskiego metra. To Satoshi Machita który uzyskał patent z dziedziny medycyny regeneracyjnej – biznesu wartego miliardy dolarów. W całej tej historii jest też miejsce dla dociekliwej lekarki, najlepszej patomorfolog, Laurie Montgomery-Stapleton (bohaterki dziewięciu innych książek – m.in. „Zaraza”, „Oślepienie”), która jak zawsze nieomylnie odkrywa, iż niby naturalna śmierć na stacji metra była w rzeczywistości wyrafinowanym morderstwem. Brzmi nieźle, prawda?. Cała historia potrafi zaciekawić, opisy technologii i możliwości jakie niesie ze sobą odkrycie komórek macierzystych sprawiają, że książkę można potraktować jako źródło wiedzy. Wszystko by było dobrze gdyby ta opowieść miała jakiś „błysk”. Niestety – nie ma. Postacie wydają się sztuczne i schematyczne. Nowojorscy mafiozo jadają we włoskich pizzeriach, japońscy yakuza są do bólu honorowi, współpraca rządu japońskiego z mafią zdaje się naciągana. Po drugiej stronie barykady mamy kryształowe postacie bez skazy, wydumane problemy, nierealistyczne zachowania. Kiedy czytałem „Niebezpieczną grę” wydawało mi się, że autor próbuje na siłę stworzyć postaci które nie byłyby papierowe, a wychodzi mu całkiem na odwrót. Szkoda, bo materiał na książkę był świetny. Problemy dotacji na badania nowych dziedzin w medycynie, wielkich korporacji które nie robią nic z dobroci serca, etyki wśród lekarzy i badaczy którzy muszą bardziej być biznesmenami niż naukowcami. Niestety – przez sztywną narracje, sztuczne aż do bólu postaci, wydumane sytuacje – autor nie pozwala byśmy się nad tymi problemami zastanowili. Mam wrażenie, że Robin Cook (który od 1972 roku wydał trzydzieści powieści) powoli zaczyna gonić w piętkę ze swoim pisaniem. W każdej nowej powieści widać, że autor zaczyna się męczyć, a pisanie nie sprawia mu frajdy. Szkoda. Bo Robin Cook to autor który ciągle ma dużo do powiedzenia. „Niebezpieczna gra” nie jest powieścią złą czy tragiczną. Jest powieścią przeciętną. Więc jeśli nie znasz jeszcze twórczości Cook’a, to zdecydowanie lepiej będzie sięgnąć po wcześniejsze jego historie.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: