Robert J. Szmidt. Szczury Wrocławia. Kraty

616 stron. Wydawnictwo Insignis, rok wydania 2019.

Sierpień 1963 roku. We Wrocławiu panoszy się czarna ospa, obowiązuje kwarantanna. Jednak to nie choroba jest największym zagrożeniem. Nieznany czynnik, dla którego ospa była jedynie katalizatorem, zamienia zmarłych w chodzące trupy – zombie… W pierwszej, wydanej w 2015 roku, części powieści Robert Szmidt zarysował akcję i ramy swojego uniwersum, dając nam całe mnóstwo bohaterów, którzy ginęli na potęgę, opisując zasady istnienia nieumarłych, pokazał, że niejednym jeszcze może zaskoczyć Czytelnika.

W tej nowej powieści akcja nie pędzi aż tak bardzo, i historii wyszło to na dobre. W „Kratach” mamy tylko trzy główne watki, przez to Autor mógł skoncentrować się na mniejszej ilości bohaterów, co spowodowało, że dużo lepiej są poprowadzeni i napisani, niż w części pierwszej.

W więzieniu przy ulicy Kleczkowskiej schronić się ma grupa ponad pięciuset osób, rodzin i najbliższych pracowników więzienia. Ale żeby zapewnić im miejsce, kapitan Okrutny, pełniący obowiązki naczelnika więzienia, musi pozbyć się więźniów. Plan jaki obmyśla nie do końca się udaje i wkrótce okaże się, że są ludzkie bestie gorsze od nieumarłych…

Tymczasem na Wielkiej Wyspie major Biedrzycki – znany z pierwszej części powieści, musi zapanować nad resztkami wojska, jakie pozostały przy życiu i zorganizować pierwsze próby oczyszczenia Wrocławia z zombie. Na domiar złego badania doktora Arendzikowskiego pokazują, że problem ożywania trupów sięga dalej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

„Szczury Wrocławia. Kraty” to znakomicie napisana powieść, w której watek horroru jest tylko tłem, na którym Autor pokazuje różne zachowania ludzi, postawionych w sytuacji ostatecznej. Ta część wydaje się być bardziej przemyślana, spokojniejsza, a jednocześnie dużo bardziej złowroga niż „Chaos” (pierwsza część cyklu). Dobrze się ją czyta, a przeniesienie akcji do 1963 roku było genialnym posunięciem, stwarzającym Robertowi Szmidtowi duże pole do popisu. Szczegóły historyczne, wyposażenie zomowców czy żołnierzy, stosunek ludzi do władzy ludowej – wszystko tutaj bardzo dobrze jest opisane. Widać, że Autor poświęcił czas by zrobić gruntowny reserch.

Kiedyś czytałem, że cykl ma się zamknąć w dwóch tomach – ale zakończenie wskazuje, na co mam dużą nadzieję – że będzie ciąg dalszy. Oby nie za kolejne cztery lata.

Polecam Szczury Wrocławia. Kraty – nie tylko osobom, którym podobała się pierwsza część, ale wszystkim, którzy lubią dobre horrory. Tym bardziej, że dzięki wprowadzeniu na początku powieści wcale nie jest konieczna znajomość pierwszej części.

Epilogiem do powieści jest opowiadanie Szkodniki, którego autorem jest Piotr T. Dudek. No i tutaj mam mały problem. Oczekiwałem po tej historii rozwinięcia trochę uniwersum stworzonego przez Roberta Szmidta, tymczasem opowiadanie nie ma nic wspólnego z powieścią. Oprócz tego, że traktuje o zombie. Samo w sobie nie jest złe, naprawdę. Może za bardzo kojarzy się z historiami o Jakubie Wędrowyczu, to podobny rodzaj humoru, ale samo w sobie dostarcza niezłej rozrywki. Tylko zupełnie nie pasuje, po zakończeniu, jakie mamy w Szczurach.

Ale co tam, może przesadzam. Ostatecznie dostajemy przecież dużo dobra – wciągająca, przejmująca historia, świetne ilustracje, tworzące komiks współgrający z treścią i na koniec opowiadanie, może i nie pasujące na zakończenie, ale jego Autor nie ma się czego wstydzić. Polecam „Szczury Wrocławia. Kraty” i niecierpliwie wyczekuję ciągu dalszego.

%d bloggers like this: