Robert Cichowlas, Łukasz Radecki. Pradawne Zło

Wydawnictwo Replika, rok wydania: 2014, stron: 279

Robert Cichowlas i Łukasz Radecki to na naszym poletku horroru postacie ciekawe, barwne i twórcze. Można długo wymieniać dobre rzeczy które stworzyli. Niewątpliwe obaj są na scenie horroru ważnymi postaciami, a to co piszą zawsze dostarcza dużej porcji emocji. „Pradawne Zło” tą opinię potwierdza. Ten zbiór trzech noweli to mocno napisana makabra. Robert i Łukasz bez kompromisu idą na całość i przekraczają granice, których polscy autorzy jeszcze nie przekraczali. Żeby nie było za różowo, raz czy dwa miałem wrażenie, że to opisywanie okrucieństw, tortur i seksu wykraczające poza pojęcie „gore” ma negatywny wpływ na fabułę. Ale po kolei… Pierwsza z noweli w zbiorze opowiada historię jednego z uczestników próby kradzieży tajemniczej figurki z warszawskiego kościoła. Cała akcja kończy się dramatycznie, a następujące po niej wydarzenia są coraz bardziej upiorne i ohydne. Bohaterowi przyjdzie się zmierzyć z najgorszymi koszmarami, a wynik konfrontacji nie będzie oczywisty. Pierwszy utwór w książce jest ciekawy, oferuje fajną historię – ale to w nim dostrzegłem, że autorzy w pewnym momencie zapomnieli o jednym wątku – nie powiem jakim, ale chyba sami zauważycie o co chodzi. Bardzo mi brakowało wytłumaczenia czemu stało się tak jak się stało. Drugie opowiadanie – „Świt szczurów” – to już zupełna jazda bez trzymanki. Historia o szczurach opanowujących starą kamienice i o dziwnym szczurołapie który ma się problemem zająć jest napisana bardzo dobrze, opisy są makabryczne – wszystko co najlepsze w twórczości takich pisarzy jak James Herbert i Clive Barker zmiksowane razem z polskimi realiami i bezkompromisowością Roberta i Łukasza daje razem znakomity, wybuchowy koktajl. Jego lektura to nostalgiczny powrót do lat 90’tych – kiedy to na polskim rynku wydawniczym działało słynne wydawnictwo, które takie rzeczy wydawało („Ślimaki” Shauna Hustona czy „dzieła” wszystkie Guy’a N. Smitha). Zresztą autorom chodziło właśnie o przywołanie tego klimatu, o czym sami opowiadali w wywiadach. No i zostaje trzecia nowela, „Seks to nie wszystko”. Moim zdaniem najlepsza z całego zbioru opowieść o tym, co kobieta pożądająca mężczyzny jest w stanie uczynić, by go zdobyć. To tutaj mamy największą dawkę przemocy, tortur – czystego gore. Jednocześnie ma w sobie to opowiadanie pewną przewrotność i dużą dawkę ironii, co powoduje, że jest naprawdę dobre. No i zakończenie, którego się nie spodziewałem, a które ładnie zamyka całość książki. Wszystkie trzy nowele czyta się dobrze, mimo olbrzymiej dawki przemocy (chyba dlatego, że wiemy, iż jest to przemoc umowna, środek artystyczny – stąd łatwiej ją – nomen omen, strawić), jest to napisane sprawnie i z pazurem. W dwóch czy trzech momentach można poznać który fragment pisał Łukasz, który Robert, ale na ogół całość jest spójna – co nie zawsze się zdarza gdy autorów jest więcej niż jeden. Robert Cichowlas i Łukasz Radecki po raz kolejny udowadniają, że na tym co robią się znają, lubią to i pewnie jeszcze raz nas zaskoczą czymś nowym. Polecam!

%d bloggers like this: