Remigiusz Mróz. Czarna Madonna

Remigiusz Mróz. Czarna Madonna

Wydawnictwo Czwarta Strona, stron 460, rok wydania 2017

Lubię powieści Remigiusza Mroza. Ich czytanie daje mi dużo radości. Pisane po prostu dla rozrywki, dla ciekawej historii, dokładnie to dają. Autor ciekawie bawi się różnymi konwencjami, nie sili się na odkrywanie świata na nowo. Po prostu daje Czytelnikowi dobrą, zajmująca opowieść, przy której można odpocząć. Dlatego, jako zagorzały fan horroru, niecierpliwie oczekiwałem na „Czarną Madonnę” – reklamowaną jako pierwszy horror Remigiusza Mroza. Chociaż – jeśli mogę wtrącić – dla mnie pierwszym horrorem Autora był „Chór zapomnianych głosów”, ale rozumiem, że akurat ta powieść mogła być sklasyfikowana jako s–f. Nieważne. Więc z niecierpliwością czekałem na horror. Tym bardziej, że akcja promocyjna powieści miała niespotykany na polskim rynku wydawniczym rozmach i obiecywała złote góry. Jakie wielkie było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że ta powieść jest najsłabszą z tych, które czytałem (a czytałem większość książek Mroza).

Sama fabuła zaczyna się od tajemniczego zniknięcia samolotu, którym do Tel Awiwu leciała narzeczona głównego bohatera Filipa Szumskiego. Sytuacja komplikuje się, kiedy co pewien czas do kontroli lotu docierają sygnały z transpondera samolotu. Filip – były ksiądz – staje przed zagadką, a im więcej poznaje odpowiedzi, tym bardziej trudne do zrozumienia staje się to, co się dzieje…

„Czarna Madonna” dzieli się na trzy wątki – zaginionego samolotu i katastrofy japońskiego boeinga w 1985 roku, egzorcyzmów i opętania oraz wizerunku Czarnej Madonny. Paradoksalnie najbardziej po macoszemu Autor potraktował właśnie ten, tytułowy, wątek. Czarnej madonnie poświęcone jest kilkanaście raptem stron powieści, a jej rola w zasadzie nie ma wpływu na fabułę powieści. Fabułę, która absolutnie nie spina tych trzech wątków. To mój największy zarzut wobec powieści – zarówno katastrofa samolotu jak i egzorcyzmy są opisane widowiskowo (zwłaszcza sceny egzorcyzmów mogą wywołać poczucie lęku). I gdyby to była powieść tylko o katastrofie lotniczej, albo tylko o egzorcyzmach – to byłyby na pewno dobre książki. Tymczasem złożenie tych wątków powoduje, że czytając zastanawiam się o czym właściwie to jest. W zrozumieniu nie pomaga mętne i niewiele wyjaśniające zakończenie. Składniki były dobre, ale całość wyszła mało strawna. Każda z części składowych powieści sprawia wrażenie potraktowanej pobieżnie, pisanej na kolanie.

Gdyby jeszcze cała historia była choć trochę prawdopodobna, zachowanie bohaterów logiczne… tym właśnie Remigiusz Mróz zdobył moje serce we wcześniejszych powieściach – nawet najbardziej nieprawdopodobne przygody potrafił napisać tak, że można było w nie uwierzyć. Tymczasem w „Czarnej Madonnie” takiego efektu nie udało mu się uzyskać. Zarówno zachowania głównych postaci, jak i tłumu w tle są nierealne i nielogiczne. Wielka szkoda w sumie, ale „Czarnej Madonny” do udanych powieści nie zaliczę. To, że jest bardzo ładnie i efektownie wydana, nie wystarczy… Oczywiście – nie skreślam Remigiusza Mroza z listy czytanych Autorów – wiem, że jeszcze niejedna Jego powieść dostarczy mi sporo czystej, niczym nieskrępowanej przyjemności. Ale przygoda z horrorem się nie udała. Co świadczy też o tym, że napisać dobry horror to duża sztuka.

Książkę możecie kupić TUTAJ. Jest to link afiljacyjny, czyli jeśli zakupisz książkę z tego linka to procent jej ceny będzie moim wynagrodzeniem. Przekierowanie to skieruje Cię na stronę taniaksiążka.pl. Przeanalizowałem ceny i są naprawdę zachęcające. Ale oczywiście nic się nie stanie, jeśli kupisz powieść zupełnie gdzie indziej, gdzie znajdziesz korzystniejszą ofertę.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: