Potępienie

Reżyseria: Casey La Scala, Scenariusz: Chris Dowling, Występują: Johnny Pacar, Shaun Sipos, Bryan Dechart, Alexa PenaVega  Produkcja: USA, 2014

Na początku końca zabrzmią trąby anielskie, a ci którzy prawdziwie wierzyli zabrani zostaną w niebiosa. Tych zaś którzy pozostaną czekają jedynie otchłanie piekielne. Tak w dużym skrócie przedstawia się apokalipsa, której obraz dostajemy w filmie Potępienie. Filmie z którym mam duży problem – więcej on bowiem obiecuje niż daje. Poza tym jest jednostronny i mocno promuje bardzo uproszczony obraz chrześcijaństwa – MY dobrzy – WY – źli. A wszystko zaczyna się gdy grupa bliskich przyjaciół spotyka się na ślubie. Jeden z przyjaciół jest w roli kamerzysty – więc Potępienie, to jak łatwo zgadnąć, to film z gatunku „found footage”. W trakcie wesela nagle rozlega się upiorny dźwięk, niebo zasnuwają potężne chmury, a większość ludzi pada martwa. Bohaterowie dość szybko orientują się, za sprawą bardzo wierzącej przyjaciółki, co może się tak naprawdę dziać. Oto zaczyna się Apokalipsa…

„Potępienie” mogło być naprawdę dobrym filmem – sam początek, efekty specjalne, sposób prowadzenia kamery – wszystko stało naprawdę na wysokim poziomie. Aż do momentu, kiedy w pewnym momencie film który miał być horrorem apokaliptycznym stał się filmem stricte religijnym. I to religijnym w złym tego słowa znaczeniu. Nie jestem specjalistą, ale nawet jako laik miałem wrażenie, że tezy stawiane przez twórców filmu daleko się mijają z nauczaniem Nowego Testamentu. Bo cóż to za targowanie się z Bogiem, co to za podziały – „przecież ja wierzyłam, więc czemu zostałam tutaj z wami, bezbożnikami”… Jak na film który miał dostarczyć rozrywki – za dużo tutaj takich mętnych rozważań, z kolei jeśli miałby to być film o Bogu – za bardzo się ślizga po granicy nadinterpretacji. No i zakończenie – ktoś napisał, że rodem z Matrixa – i faktycznie – scena jak żywcem wyjęta z trzeciej części Matrixa.

No  i właśnie – problem z „Potępieniem” jest taki, że z jednej strony – nie jest to wcale zły film. Gdyby autorzy poszli tropem na przykład powieści „Apokalipsa” Koontz’a (nota bene nie sposób nie zauważyć podobieństwa jakie łączy film i książkę), a nie natrętnej nadinterpretacji w stylu „tylko my mamy rację” to powstałoby arcydzieło kina rozrywkowego. A tak to skończyło się na tym, że „Potępienie” – na które czekałem z dużą nadzieją, okazało się tylko średniakiem.

To już bardziej podobał mi się pilot serialu The After Chrisa Cartera – aż szkoda, że zrezygnowano z jego realizacji… Na dobry film o Apokalipsie przyjdzie więc mi jeszcze poczekać.

Podobało się? Nie podobało? Zostaw jakiś ślad po sobie :)

Font Resize
KONTRAST