Wydawnictwo Naukowe PWN, liczba stron: 320, rok wydania 2014.

Ocena: 7/10

Czasy PRL-u pamiętam z autopsji. I po latach wspominam je trochę z rozrzewnieniem, trochę humorystycznie. Dlatego biorąc się za lekturę Absurdów PRL-u myślałem, że właśnie garść takich nostalgicznych, ironicznych felietonów dostanę. Trochę tak było. Ale pomiędzy historiami o tym, czemu nie było w sklepach papieru toaletowego i jak zbić fortunę na warzywach, pojawiają się tutaj i te bardzo poważne historie – o egzekucjach czy napadzie stulecia.

Tak dostajemy lekturę, która przypomina mojemu pokoleniu to, co tak skrzętnie stara się człowiek zapominać. Że wcale ten PRL nie był taki dobry. Dla młodych ludzi, którzy PRL znają tylko z dykteryjek i dziwią się jak można było narzekać, skoro tak śmiesznie było, jest pokazaniem, że wcale śmiesznie nie było. Wszystko opierało się na kombinowaniu, oszukiwaniu i było jedną, wielka ściemą. A kiedy ktoś starał się zmienić otaczającą rzeczywistość, mógł szybko zniknąć…

Dobrze, że taka książka powstała – można chociaż trochę poznać mechanizmy, które powodowały, że ta wielka improwizacja, jaką była PRL, tak długo przetrwała. Tak właśnie powinny wyglądać lekcje historii – pod płaszczykiem łatwych i przyjemnych opowieści można przemycić naprawdę dużo wiedzy, w sposób bezbolesny. Polecam – nie tylko tym, którzy PRL pamiętają, ale także tym, którzy chcą choć trochę prawdy poznać.