Ostatnie dni na Marsie

Reżyseria: Ruairi Robinson, Scenariusz: Cloive Dawson Występują: Liev Schreiber, Romola Garai, Tom Cullen, Produkcja: Irlandia, Wielka Brytania, 2013

Pierwsza załogowa misja na Marsie właśnie dobiega końca. Do odlotu pozostało niespełna dwadzieścia godzin. Zmęczeni już ciągłym napięciem, samotnością, rutyną astronauci marzą już tylko o powrocie do domu. Tymczasem jeden z nich – Marco Petrovic – odkrywa ślad bakteryjnego życia. Używając podstępu oddala się z bazy, by móc zbadać teren gdzie znaleziono próbki. Wyprawa kończy się nieszczęściem, Marco ginie w szczelinie pod powierzchnią Marsa… ale czy rzeczywiście umiera? Wkrótce dochodzi do przerażających wydarzeń – i wydaje się, że nie ma ratunku dla naszych bohaterów…

Film „Ostatnie dni na Marsie” jest oparty (dość luźno) na opowiadaniu Sydneya J. Boundsa „Animatorzy” – które doskonale pamiętam, bo miałem jedenaście lat kiedy przeczytałem je w numerze Fantastyki (2/1983). I tak jak tamto opowiadanie wywołało u mnie wtedy dreszcz przerażenia, tak film tego nie dokonał. Co nie znaczy, że był zły. Nie. Świetna scenografia, dopracowane szczegóły marsjańskiej bazy, łaziki które zostały realistycznie zaprojektowane. Również atmosfera napięcia i rutyny, zachowań małej grupy ludzi skazanej na mieszkanie przez pół roku razem, na małej powierzchni… To wszystko zostało oddane bardzo dobrze. To co zawiodło to scenariusz. Po prostu ten temat był tyle razy wałkowany w ta i z powrotem, że naprawdę trudno tutaj o oryginalność. Gdyby ten film powstał w latach 80-tych XX wieku – byłby przynajmniej dla mnie kultowy. Tymczasem od produkcji z 2013 oczekuję jednak innego, mniej sztampowego potraktowania tematu. Może gdyby zachowano zakończenie z opowiadania? A tak, mimo większej ilości treści niż w opowiadaniu, fabuła wydaje się błaha i powtarzalna…

No dobrze, ponarzekałem, ponarzekałem… ale i tak „Ostatnie dni na Marsie” polecam. Nie jest to może kino najwyższych lotów, tylko się sili na bycie ambitnym filmem s-f… ale jednak trochę rozrywki potrafi dać. Warto obejrzeć chociażby ze względu na scenografię… ale fajerwerków się nie spodziewajcie.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: