Opowiadanie: Nowy dom, dom ostatni

Grześ Urbanek miał sześć lat i był bardzo nieszczęśliwy. Nie, nie – nie od zawsze. Był nieszczęśliwy od czterech dni. Wtedy właśnie przeprowadzili się do nowego domu.

Cały problem i nieszczęście chłopca polegało na tym, ze zupełnie nie pamiętał przeprowadzki. Kiedy spytał o nią swojego ośmioletniego brata Michała ten zbył go krótkim „spadaj smarkaczu”. Ale Grześ, z intuicją jaką mają tylko dzieci, zrozumiał, że Michał też nie pamięta przeprowadzki do nowego domu. Widział to w jego wystraszonych oczach. Mógł spytać Anety – ich starszej siostry. Ale dobrze wiedział, że ona z tym swoim „jestem już kobietą” w ogóle go zbyje byle czym … jeśli zwróci uwagę na to, że się do niej odezwał…

Mama też wyglądała na oszołomiona wydarzeniami…. I tylko tata był pełen entuzjazmu i zachwycał się nowa pracą. Chociaż Grześ był pewien, że przecież od czterech dni tata nie wychodził z domu, więc co to za praca mogła być? Zresztą – nie tylko to było dziwne. W tym domu wszystko zdawało się być niezwykłe. Na przykład to, że nie jeździli na zakupy, a lodówka cały czas była pełna. Grześ zapytał nawet o to przy śniadaniu. Mama tylko wzruszyła ramionami, a tata roześmiała się głośno i powiedział, że to pewnie krasnoludki w nocy przynoszą im jedzenie do lodówki…. Rodzeństwo tylko popatrzyło na Grzesia wymownym „głupek” … Ale czy w ich spojrzeniach obok dezaprobaty nie dostrzegł panicznego strachu?

Tak, Grześ był tego pewien, coś było bardzo nie w porządku.

***

– Mamo? – spytała Aneta wchodząc do pokoju rodziców. Mogła to zrobić bezkarnie, bo ojciec zaszył się w swojej pracowni.

– Tak, córeczko – mama spojrzała na nią i Aneta zobaczyła, że ma oczy załzawione jakby dopiero co przestała płakać.

-Mamo, wszystko dobrze? – spytała.

– Tak, tak. Wszystko w porządku. Coś chciałaś?

Aneta zawahała się. Chciała spytać o coś co ją dręczyło od czterech dni, ale w oczach matki zobaczyła bezradność, łzy i … czy to była panika? Tak, chyba tak. Mama była piekielnie wystraszona.

Aneta Urbanek mimo całej pozy na zbuntowaną szesnastolatkę – była dobra córką i wiedziała kiedy należy się taktownie wycofać z zadawania trudnych pytań.

– Nie, nic. Chciałam tylko spytać czy nie napijesz się herbaty?

– Dziękuję, nie będę piła.

– No dobrze. – Aneta wycofała się z pokoju, ale wróciła. – Kocham cię mamo.

Mama uśmiechnęła się, a smutek jaki był w tym uśmiechu zmroził Anetę do szpiku kości. Już nic nie mówiąc poszła do kuchni po herbatę.

***

Marcin Urbanek – mąż, ojciec rodziny – siedział samotnie w swojej pracowni. Robił to, co robił od czterech dni. Gapił się bezmyślnie w wycinki z gazet. Przerzucał je machinalnie, wcale nie czytając ani wielkich tytułów, ani artykułów pod tymi tytułami wydrukowanych. Znał je przecież na pamięć. Na biurku cicho zabrzęczał budzik. Była pora by wyjść do rodziny i z entuzjazmem opowiadać o nowej pracy. „Kiedy się dowiedzą?” pomyślał. Bo, że się dowiedzą był pewien. Tak mu przecież powiedziano. „Co będzie jak się dowiedzą?” – ta druga myśl przeraziła go bardziej. Odetchnął głęboko próbując się uspokoić, uśmiechnął szeroko i z tym wymuszonym uśmiechem wyszedł z gabinetu.

***

„Tata też się boi” – pomyślał Grześ kiedy ojciec wszedł do kuchni. Ale przecież tatusiowie niczego się nie boją. Coś się stało. Dlatego nie pamiętają przeprowadzki. Grześ był coraz bardziej przerażony.

– Mamo, kiedy pójdę do szkoły? – spytał, bezskutecznie próbując ukryć strach który brzęczał w jego głosie.

Mama patrzyła na tatę całkiem zdezorientowana.

– Grzesiulku, jeszcze trochę powakacjujesz – odpowiedział za mamę tata.

– Ale ja chcę do szkoły! – prawie krzyknął chłopiec.

– Kilka dni – odparł tata ze stanowczością w głosie, niszcząc w zarodku rodzącą się dyskusję. Grześ jeszcze chciał coś powiedzieć, ale w tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Przez chwilę oboje rodzice patrzyli na siebie ze strachem. A potem tata roześmiał się wesoło.

– Pierwszy gość! Ciekawe kto to.

Ale Grześ słyszał coś innego. Strach. Paniczny strach, który tata nieudolnie próbował maskować tym głośnym, nienaturalnym śmiechem.

***

Aneta Urbanek była przekonana, że w całym swoim szesnastoletnim życiu nie spotkała nikogo, kto byłby tak piękny jak mężczyzna który wszedł z tatą do kuchni. Piękny to złe określenie. „Nieziemski” pomyślała. Gapiła się w idealnego mężczyznę aż te przygłupy, młodsi bracia zaczęli chichotać trącając się łokciami. „Niech się śmieją” – myślała, „ostatnio, rzadko słychać ich śmiech”, wszystko przez ten dziwny dom. I przeprowadzkę… z której jej bracia i mama nic nie pamiętali zupełnie tak jak ona.

I wtedy obcy mężczyzna się uśmiechnął … Kilka godzin później Aneta leżąc na łóżku na wspomnienie tego uśmiechu przez chwilę była pewna, ze umiera. „Ale śmierć nie jest tak cudowna” przemknęło jej przez myśl i sama ta myślą była zdziwiona.

***

„Byłem ostatni” z ta myślą Michał Urbanek poderwał się z łóżka. Zaciśniętą pięść wcisnął w usta by nie krzyczeć. Koszmar który go obudził był tak realistyczny… „Byłem ostatni i dlatego pamiętam więcej… – pomyślał jeszcze raz. I rozpłakał się bezgłośnie. Miał osiem lat i był za mały na taka prawdę. A jeszcze ten mężczyzna który przyszedł do nich po obiedzie… Tata zaszył się z nim w swoim gabinecie i rozmawiali o czymś aż do późnego wieczora. Leżąc w ciemnościach Michał Urbanek uświadomił sobie, że wie kim jest ten mężczyzna. I wtedy właśnie wszystko sobie przypomniał. I zapłakał rozpaczliwie i bezradnie.

***

Nastał kolejny dzień w nowym domu.

***

Na śniadanie zgromadzili się prawie wszyscy. Nie było tylko Michała. Wszedł do kuchni dopiero wtedy kiedy wszyscy już siedzieli przy stole. Był blady a w ręku trzymał jakąś teczkę.

– Michaś? – spytała mama

– Wszystko dobrze? Źle się czujesz? – Ale Michał Urbanek tylko spojrzał na ojca.

– Dlaczego tato?- prawie wykrzyczał. I rzucił na stół teczkę z której wysypały się wycinki z gazet. Wielkie nagłówki krzyczały czerwienią: „Szaleniec zabija rodzinę i popełnia samobójstwo”. Pod nagłówkiem były zdjęcia. Łatwo było rozpoznać na nich Grzesia, Michała, Anetę i mamę. Zdjęcie taty było większe od innych. W końcu każdy czytelnik chciał zobaczyć z bliska twarz szaleńca.

– Czemu? – spytał Michał i rozpłakał się głośno.

Grześ rozpłakał się także.

– Wiedziałaś? – spytała mamę Aneta. Ta tylko pokręciła głowa z niedowierzaniem.

– Ja… to był moment – zaczął tłumaczyć tata. – Wybaczcie mi.

– Wybaczyć?! – krzyknęła Aneta

– Zabiłeś nas? –

Szok w głosie mamy.

– Ja… nie chciałem. Wybaczcie

– Nieee… nigdy! – zawołał Michał – Nigdy ci nie wybaczę. Byłem ostatni. Pamiętam wszystko. Nie wybaczę!

I w tej chwili dom zaczął się zmieniać. Ściany rozsuwały się, za stołu znikały talerze, sztućce. Po chwili stali w pustym już teraz pomieszczeniu. Mężczyzna, który odwiedził ich poprzedniego wieczoru zmaterializował się nagle pośrodku nich.

– A więc nie zostało wybaczone. Niechaj się stanie.

– Nieee … – krzyknął tata. – Nie!

Nagle z podłogi uniósł się tuman czarnego dymu. Zalewał usta taty który krzyczał przeraźliwie ….

A potem zniknął, pochłonięty przez zło, czarne jak dym.

Mężczyzna spojrzał za resztę rodziny, a oni pojęli kim był.

– Jesteście gotowi? – spytał.

Pokiwali głowami.

***

I zalała ich nieziemska jasność….

Image by Pete Linforth from Pixabay

%d bloggers like this: