Olga Rudnicka. Były sobie świnki trzy

360 stron, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, rok wydania 2016.

Jak niedobrze mieć bogatego męża… Trzeba myśleć co tu zrobić, żeby sobie nie znalazł nowszej, młodszej, ładniejszej… A może wcale nie trzeba się starać by bogaty mąż został? Może lepiej niech odejdzie… na wieki? Przed takim dylematem stanęły główne bohaterki najnowszej powieści Olgi Rudnickiej „Były sobie świnki trzy”. Lat im przybywa, kilogramów również… Jola, Marta i Kama zaczynają się martwić, że ich mężowie znajdą sobie inne kobiety. Jedynym wyjściem pozostaje zostać bogatymi wdowami. Trzeba jeszcze tak wszystko obmyślić, żeby nie padł na nie nawet cień podejrzenia. Upiorne trio zaczyna więc planować zbrodnie doskonałe. Już wkrótce pada pierwszy trup… Tymczasem w cała aferę zostaje wmieszana twarda, ambitna i młoda prawniczka, która skrywa wstydliwy sekret ze swojej przeszłości… I mimo, że policja jednak zaczyna coś podejrzewać wkrótce bohaterki zaczną się rozkręcać na dobre… Biada niewiernym mężom…

„Były sobie świnki trzy” to powieść stricte rozrywkowa. Oczywiście jest tutaj i kryminał, ale bardzo dużo też mocnego, cynicznego humoru i obserwacji obyczajowych naszej współczesności. Twórczość Olgi Rudnickiej często porównuje się do powieści Joanny Chmielewskiej i z jednej strony jest to porównanie trafne. Z drugiej jednak strony, trochę też krzywdzące. Bo powieści Olgi Rudnickiej wydają się – mimo całej humorystycznej otoczki – bardziej cyniczne, bardziej osadzone w realnym świecie i przez to, mimo iż w trakcie lektury wiele razy przyjdzie nam się zaśmiać, to będzie to trochę gorzki śmiech…

Przy całej rozrywkowej otoczce historii nie sposób nie zauważyć, że powieść została napisana bardzo solidnie, czyta się ją naprawdę dobrze i bez większych zgrzytów. Fabuła, mimo, ze osadzona w realiach, dość mocno zbliża się do komedii pomyłek, surrealistycznych zdarzeń i nieco absurdalnych rozwiązań. Mimo wszystko nie można powiedzieć, że takie rzeczy nie zdarzyłyby się naprawdę. I tutaj też tkwi siła powieści – mimo balansowania na cienkiej granicy między realizmem a absurdem, Autorce udaje się zachować realizm sytuacji (wystarczy wspomnieć chociażby jak Martusia przemierzała rondo…).

Polecam powieść Olgi Rudnickiej nie tylko miłośnikom kryminalnych opowieści z humorem, ale wszystkim lubiącym dobrą, odprężającą lekturę.

Podobało się? Nie podobało? Zostaw jakiś ślad po sobie :)

Font Resize
KONTRAST