Nightflyers

Scenariusz: Jeff Buhler, występują: Gretchen Mol, Eoin Macken, David Ajala. USA, 2018.

10 odcinkowy serial, który dostępny jest na Netflixie, to nie pierwsza ekranizacja opowiadania George’a R.R. Martina. Opowiadanie powstało w 1980 roku, potem wydawca uprosił Martina, o rozszerzenie go do noweli, tak duże było zainteresowanie czytelników. W 1987 roku powstał film o tym samym tytule, jednak różnica między tą ekranizacją, a serialem, o którym piszę, jest olbrzymia. O ile film z 1987 roku to typowa dla tamtego okresu pulpa, to Nightflyers w wydaniu Netflixa jest mrocznym, niepokojącym horrorem.

Cała historia to opowieść o wyprawie statku Nightflyers na spotkanie z tajemniczym obiektem, który przelatuje nieopodal Układu Słonecznego. Korekty kursu wskazują, że obiekt jest sztucznym tworem. Cywilizację, która mogła go stworzyć nazwano Volkarianami. Ich technika i wiedza mogłaby ocalić naszą planetę – ale Volkarianie nie odpowiadają na żadne z prób kontaktu. Jest rok 2093 i Ziemia umiera. Zabójcze epidemie dziesiątkują ludzkość.

Tak przynajmniej można wyczytać “między wierszami”, bo w samym serialu akcja zaczyna się bardzo szybko i koncentruje na wyprawie, a nie na sytuacji na Ziemi. Na statek trafia grupa naukowców, wraz z telepatą, którego załoga się boi i traktuje jak najgorszego wroga. Umiejętności telepatów są jeszcze świeże i oni sami nad nimi nie panują.

Od początku ekspedycję trapią wypadki i awarie, widać, że ktoś za wszelką cenę będzie chciał powstrzymać załogę Nightflyers. Jak mówiłem akcja serialu od pierwszych minut nie daje chwili by odetchnąć. W pierwszych minutach widzimy jak umiera jedna z głównych bohaterek i od razu wiemy, że coś poszło bardzo nie tak. A potem napięcie rośnie z minuty na minutę.

Mimo kilku nielogiczności czy dziur w scenariuszu, mimo niezrozumiałego epizodu, którego nie chce spoilerować, a który nie znalazł rozwiązania w tym sezonie, to naprawdę dobry serial. Widać tutaj wpływ takich dzieł jak “Solaris” czy “Ukryty wymiar”. A kilka szczegółów jest niczym żywcem wyjętych z “2001: Odyseja kosmiczna”.

Bohaterowie pokazani ciekawie, jesteśmy w stanie uwierzyć w ich motywację i zachowanie. Dobrze poprowadzona akcja, retrospekcje pozwalające jeszcze lepiej wczuć się w klimat. Efekty specjalne nie są może powalające, ale w Nightflyers bardziej liczy się treść niż efekty. Do tego dobrze zrobiona, nastrojowa muzyka, świetne udźwiękowienie. Wszystko to razem daje dobry serial – zarówno dla miłośników horrorów, jak i porządnej, staroszkolnej fantastyki.

I to zakończenie. Dawno już nie widziałem takiego zostawiającego bardzo w niepewności cliffhangera i mam nadzieję, że nam nie przyjdzie nam zbyt długo czekać na kolejny sezon tego bardzo udanego serialu.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: