Nieodebrane połączenie

Reżyseria: Eric Valette. Scenariusz: Andrew Klavan. Muzyka: Reinhold Heil, Johnny Klimek. Obsada: Shannyn Sossamon, Edward Buens, Ana Claudia Talacon. USA, 2008.

„Nieodebrane połączenie” to remake japońskiego horroru z 2003 roku. Jak piszę remake japońskiego horroru to od razu kojarzymy blade zjawy o twarzach zasłoniętych długimi, czarnymi włosami… i nie inaczej jest tutaj. Od razu się przyznam, że nie oglądałem japońskiego pierwowzoru i nie mam zamiaru dyskutować kto robi lepsze horrory. Uznajmy, że i Amerykanie i Japończycy robią po prostu inne filmy. A które lepsze? To kwestia gustu po prostu. Tak więc do obejrzenia „Nieodebranego połączenia” zasiadłam nieskażony wcześniejszą wersją. Zarys fabuły mniej więcej znałem więc wiedziałem czego się można spodziewać. I w pewnym sensie się nie zawiodłem – mimo wszystkich słabości filmu.

Oto mamy grupę młodzieży która dostaje tajemnicze wiadomości na komórkę – data dwa, trzy dni późniejsza, i wiadomość głosowa nagrana przez właściciela telefonu w chwili śmierci. Trzeba przyznać, że zrobione to jest zupełnie nieźle – może nie straszy jakoś specjalnie, ale potrafi zaciekawić. Scena otwierająca film – pożar w szpitalu, potem sceny gdzie pokazane jest jak bardzo jesteśmy uzależnieni od telefonów komórkowych i w końcu fragment w którym ginie pierwsza ofiara są zrobione z dużym wyczuciem, nerwem i powodują niepokój u oglądającego. Niestety – chwile później robi się już całkiem sztampowo i film robi się coraz słabszy.

Aż do finału który – nawet nie zaskakujący – jest po prostu zbyt krótki i nie wynikający z treści filmu zupełnie. No bo jeśli… ale nie, nie będę zdradzał szczegółów – jak obejrzycie to na pewno zadacie sobie to samo pytanie co ja. Narzekam na ten film, a przecież napisałem, że się nie zawiodłem w pewnym sensie. No więc spodziewałem się lekkiego horroru, nie zmuszającego specjalnie do myślenia, z kilkoma dobrymi akcjami – i taki też film dostałem. Poza tym przez jakiś czas miałem nieodparte wrażenie, że oglądam klon „Oszukać przeznaczenie 2” – wiadomo było kto zginie, ale nie wiadomo jak – a własnie „Oszukać przeznaczenie 2” to jeden z moich ulubionych filmów – więc nie było tak źle. Ogólnie – polecam na 83 minuty wolnego czasu jako czystą rozrywkę. Ambitnych rozwiązań i zaskakującej akcji musicie jednak poszukać gdzie indziej….

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: