Nie otwieraj oczu / Bird Box

Reżyseria: Susanne Bier, scenariusz: Eric Heisserer, występują: Sandra Bullock, Trevante Rhodes, John Malkowich, USA, 2018.

Nowa produkcja Netflixu to kameralne sf postapokaliptyczne. Dowód na to, że dysponując niewielkimi środkami można nakręcić naprawdę trzymający w napięciu, dwugodzinny film.

Akcja rozpoczyna się pięć lat po tajemniczym zdarzeniu, które zdziesiątkowało ludzką populację. Malorie (grana przez Sandrę Bullock) tłumaczy dwójce dzieci, które nie mają imion, są tylko nazywani “chłopiec” i “dziewczynka”, że ruszają w długą i niebezpieczną podróż i za żadną cenę nie wolno im ściągnąć z oczy przepasek. Cała trójka, na ślepo, rusza łodzią w dół rzeki… Kolejne sceny, to retrospekcja, pokazująca co wydarzyło się pięć lat wcześniej. Z biegiem filmu przeskakujemy pomiędzy tymi dwoma planami czasowymi, a zagadki i powiązania krok po kroku zostają rozwiązane.

Największa zaleta tego filmu jest fakt, że jest on na tyle dobrze zrealizowany i zagrany, że przez cały seans trzyma nas w napięciu. Odpowiednio dawkowane krwawe sceny przeplatają się z momentami spokojniejszymi, czasami wręcz komediowymi. I tak przez dwie godziny dostajemy porcję naprawdę dobrej rozrywki. Na plus kreacje Sandry Bullock i Johna Malkowicha. Dobrze zagrane są tez role dzieci. “Bird Box” wyróżnia się także muzyką, tematy przejmują dreszczem i zapadają w pamięć. Dzięki tym wszystkim elementom film się broni. A mogło być kiepsko…

Bowiem po seansie, gdy się bardziej zastanowić, widać od razu, że mamy tutaj wrzuconych wiele tematów, które są oklepane i nie jeden raz już pokazane w kinie w dużo lepszych odsłonach. Luki w scenariuszu też są duże i w niektórych momentach wręcz śmieszne – scena porodu budzi niedowierzanie i śmiech. Zakończenie – nie bardzo wiadomo, dobre czy złe (ja się skłaniam ku temu, że to nie był “happy end”). Jak mówiłem – trochę gorsza realizacja i gra aktorów i byłaby kicha.

“Bird box” (mała dygresja – wolę tytuł oryginalny, bo on bardziej odpowiada chociażby zakończeniu filmu…) to dla mnie taka pokazówka magii kina. Wiem, że scenariusz nie do końca jest mądry, ale i tak siedzą jak na szpilkach oglądając. Dlatego polecam i dlatego ocena 5 (dobra, miało być 4, ale punkt jeden dodany za Sandrę 🙂 ).

 

%d bloggers like this: