Mons Kallentoft. Zło budzi się wiosną

Tłumaczenie: Inga Sawicka. Wydawnictwo: Rebis, stron: 444, rok wydania 2012.

„Zło budzi się wiosną” to kolejna powieść o przygodach komisarz Malin Fors – chyba najlepsza jak dotąd. Akcja powieści zaczyna pewnego wiosennego dnia, gdy na rynku Linkoping wybucha bomba, a ofiarami wybuchu są dwie sześcioletnie bliźniaczki. Ich matka, ciężko ranna, walczy o życie w szpitalu. W tym samym czasie Malin Fors jest na pogrzebie własnej matki. Ale nie potrafi wskrzesić w sobie choćby cienia żalu po śmierci tej, obcej dla siebie, kobiety. Wkrótce Malin rzuci się w wir śledztwa i nie będzie miała czasu roztrząsać swych uczuć do zmarłej matki. Nie będzie też w stanie zauważyć zmian, jakie zachodzą dookoła niej. A najbliżsi szykują Malin prawdziwe trzęsienie ziemi… Dzielna pani komisarz będzie musiała sobie nie tylko poradzić ze śledztwem, ale także z potrzebą picia, decyzją córki, tajemnicą rodziców. Całej sprawy nie ułatwi fakt, że śledztwo będzie skomplikowane, wielowątkowe, a to co na początku zdawało się „oczywistą oczywistością” wcale nie będzie proste.

„Zło budzi się wiosną” to bardzo dobrze napisana powieść sensacyjna z mocnym podbudowaniem psychologicznym. Bohaterowie są prawdziwi, pełnokrwiści, ich życie, decyzje, działania są bardzo wiarygodne, i nie jeden raz w trakcie lektury miałem wrażenie, że wchodzę z butami prosto w duszę bohaterki – tak obrazowo jest ta powieść napisana. Nie ma tutaj miejsca na łatwe decyzje, a każde rozwiązanie niesie w sobie nowe wyzwania. Od wybuchowego początku, strona po stronie, razem z policjantami tropimy zamachowców, rozgryzamy zagadki i zastanawiamy się jak sami byśmy się zachowali. Główna bohaterka to doskonale skonstruowana postać, ze swymi obawami, nadziejami, tajemnicami, które jeszcze lepiej pozwalają nam zagłębić się w lekturę. Sama akcja tej opowieści jest wciągająca, realna i bardzo dobrze napisana. Poszczególne tropy i wątki sprawy także są dopracowane. Dużą frajdę sprawia szukanie odpowiedzi na pytanie, czy mamy do czynienia z szaleńcem, grupą terrorystyczną, czy też może wybuch był dokładnie zaplanowanym morderstwem. Ale kto i po co chciałby mordować niewinne dzieci? Przed takimi pytaniami stawia nas autor i co chwila udowadnia, że nasze pomysły kto i dlaczego są błędne. I nawet tym razem nie przeszkadzają mi te dziwne wtrącenia które Kallentof funduje nam w każdej powieści – tutaj są to słowa jakie wypowiadają do nas jako czytelników, a jednocześnie do głównej bohaterki, zmarłe w wyniku zamachu bliźniaczki. Nie wnosi to nic nowego do fabuły i jest zupełnie zbędne… ale przestało mi przeszkadzać. I jeszcze zakończenie… które w pierwszym momencie wydaje się mocno wydumane i zupełnie bez sensu – a jednak, gdy się nad tym zastanowić, to jest jak najbardziej realne – tym bardziej, że w połowie powieści dostajemy bardzo wyraźną wskazówkę „kto” i „dlaczego”… tylko, że wtedy jeszcze nie jesteśmy w stanie się o tym zorientować. „Zło budzi się wiosną” to kawałek porządnej literatury, a postać Malin Fors z powieści na powieść jest coraz bardziej ludzka, coraz bardziej daje się lubić i szanować.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: