Michał Gołkowski Stalowe Szczury: Błoto

Michał Gołkowski Stalowe Szczury: Błoto

Wydawnictwo Fabryka Słów, liczba stron: 400, rok wydania: 2015

Na początku w oczy rzuca się okładka. Naprawdę fajnie narysowana, kojarząca mi się nieodparcie z filmem „Sucker Punch”. Ilustracje w środku książki tez niczego sobie –  klimatyczne, fajnie oddające treść. Już za to – oprawę wizualną – książkę można polubić. Do tego dochodzi zaś treść: pełna akcji, niebanalna, momentami okrutna opowieść o wojnie. Jest rok 1922, I wojna światowa ciągle trwa. Naszą przygodę z bohaterami zaczynamy w momencie, gdy rozpoczyna się szturm na francuskie okopy. W pierwszej linii do ataku rusza kompania karna pod dowództwem kaprala (a właściwie kapitana) Reinhardt’a. Tą zbieraninę najgorszego sortu szumowin tak naprawdę w grupie trzyma tylko jedno – niesamowita wiara i ufność w swego dowódcę. Ten zaś skrywa mroczną tajemnicę, której pewne fragmenty poznamy wraz z końcem powieści.

„Stalowe Szczury: Błoto” to pierwsza część całego cyklu, w którym Michał Gołkowski przedstawia własną alternatywną wizję pierwszej wojny światowej. Trochę tutaj fantastyki (kulisty czołg, metalowa maska, skrywająca oszpecona twarz głównego bohatera) – ale bez zbytniej przesady. Można przyjąć, że gdyby wojna nie skończyła się tak jak się skończyła – w 1918 roku, to cztery lata później wydarzenia które wymyślił Autor mogłyby być prawda. I tutaj duży plus dla Michała Gołkowskiego, że nie dał się ponieść fantazji.

Sama powieść jest napisana ciekawym, prostym językiem, doskonale zostało pokazane piekło wojny okopowej. Również bezsens wojny został w ciekawy sposób ukazany – po kilkunastu stronach tak naprawdę przestaje nam przeszkadzać, że bohaterami są Niemcy, bowiem narodowości zacierają się, a żołnierze są jedynie mięsem armatnim utopionym w błocie… Zresztą – przeczytacie, to sami się przekonacie, o co chodzi. Przeszkadzać może mało rozbudowana akcja – tak naprawdę mamy grupę Reinhardt’a prącą naprzód w beznadziejnym szturmie, zabijających wroga żołnierzy… i niewiele więcej. Czemu wojna trwa już osiem lat, kim jest Reinhardt i jego podkomendni, jak trafili do kompanii karnej…? Na te wszystkie pytania nie uzyskamy w tym tomie odpowiedzi. Pierwsze zalążki jakiejś innej akcji już się zawiązują, ale cała powieść wygląda jak wydłużony wstęp do większej całości. Broni się pomysłem, językiem Autora, drugą połową – nieco spokojniejszą i bardziej idącą w horror.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: