Matthew Reilly. Smocza Wyspa

Tłumaczenie: Paweł Wieczorek, 464 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2015.

Szereg zuchwałych ataków terrorystycznych, pod którymi podpisuje się Armia Złodziei, to tylko wstęp do właściwej akcji. Oto Armia Złodziei – grupa bezwzględnych najemników, fanatyków i psychopatów przejmuje Smoczą Wyspę – tajną bazę byłego Związku Radzieckiego. Umieszczona tam broń – Aparat Tesli – jest w stanie zniszczyć całą ludzkość. Terroryści uruchamiają broń, teraz zostanie tylko dwie godziny by ocalić świat. A jedyną osobą która jest w pobliżu jest Strach na Wróble – czyli Shane Schofield.

„Smocza Wyspa” to piąta część przygód Stracha na Wróble. I znowu dostajemy tutaj niesamowicie szybką akcję (niemal jak w filmach akcji z lat 80 – 90), opisy sprzętu wojskowego rodem z powieści s-f (chociaż Autor się zarzeka, że to wszystko prawdziwe jest). I znowu niewiele tutaj logiki i prawdopodobieństwa, a cała masa przygody. Wszystko zdaje się być na poziomie, do jakiego Matthew Reilly nas przyzwyczaił – więc kto polubił jego powieści, powinien poczuć się jak w domu. A tutaj zonk – bo okazuje się, że „Smocza Wyspa” jest zaledwie średnia. Może to przesyt formą – czytając kolejne historie z przygodami Stracha, mam wrażenie, że wszystko jest zrobione na jedno kopyto, a może po prostu nagromadzenie nielogicznych wydarzeń, nieprawdopodobnych zwrotów akcji i patosu przekroczyło właśnie w „Smoczej Wyspie” próg mojej przyswajalności. W „Smoczej Wyspie” Autor nie daje nam powieści przygodowej, a raczej jej pastisz. A to jak dla mnie troszkę niepoważne. Polecam wcześniejsze powieści z Shane’m Schofield’em jak najbardziej. Ale „Smoczą Wyspę” spokojnie możecie sobie odpuścić.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: