Marcin Wolski. Doktor Styks

Wstyd mi. Zawsze Marcin Wolski kojarzył mi się z kabaretem, Polskim Zoo… i niczym więcej. Jego powieści mijałem szerokim łukiem spodziewając się, że nie ma w nich niczego co by mnie zainteresowało. Aż do chwili gdy moich rąk trafiła najnowsza powieść Marcina Wolskiego  – i jestem nią po prostu zauroczony. Oto jak uprzedzenia mogą nas pozbawić czegoś wartościowego… „Doktor Styks” – bo o tej książce mowa – wymyka się wszelkim definicjom czy podporządkowaniu gatunkowemu. Bo to po trosze powieść historyczna, po trosze thriller wymieszany z  wątkami paranormalnymi, jest i romans i typowy kryminał. A wszystko to wymieszane precyzyjnie i apetycznie. Dawno już żadna lektura nie dostarczyła mi tyle czystej przyjemności.

Jest rok 1939. Upalne lato. Komisarz Radwan wraz ze swoją podwładną prowadzi śledztwo w sprawie zwłok dzieci które wydobywane są z Wisły. Śledztwo prowadzi w środowisko niemieckiej dyplomacji, a za całą intrygą stoi tajemniczy doktor Styks… ale to tylko słuchowisko radiowe, którego twórcą jest uznany pisarz, Piotr Abramczyk który pracuje dla Polskiego Radia, tworząc co tydzień nowy odcinek słuchowiska o komisarzu Radwanie i Doktorze Styks. Kiedy pisarz ginie śmiercią samobójczą schedę po nim obejmuje jego uczeń – Gwidon Michałowicz. I to właśnie losy Gwidona będziemy śledzić w powieści. Młody autor godnie zastępuje mistrza, udaje mu się nawet zamieszkać w mieszkaniu zmarłego. Tam też znajduje zaszyfrowane ostrzeżenie. Z pomocą młodej, bardzo atrakcyjnej Agnieszki Rajewskiej próbuje dowiedzieć się jak najwięcej o tym co miało przytrafić się bohaterowi słuchowiska. Odkrywa kto był w przedwojennej Warszawie pierwowzorem postaci. Wszystko wydaje się iść jak najlepszym torem do momentu gdy pewnego ranka Agnieszka Rajewska znika bez śladu. Na domiar złego nikt nie pamięta, ze taka osoba w ogóle istniała. Nikt prócz Gwidona. Czy Piotr Abramczyk wymyślił sobie Agnieszkę? Czy w takim razie równie realny może być Doktor Styks?… Na te pytania Marcin Wolski daje błyskotliwe odpowiedzi. Naprawdę warto tę powieść przeczytać. Doskonały klimat PRL-u (akcja powieści toczy się w latach siedemdziesiątych), znakomicie opisana Warszawa w przededniu wojny, świetna intryga, ciekawie zarysowane postaci, nawet te z drugiego planu, gęsto ścielący się trup, atmosfera zagrożenia i osaczenia narastająca w trakcie czytania, gorzkie spojrzenie na środowisko pisarzy, opozycjonistów – to wszystko wielkie zalety powieści. Jeśli dodać do tego lekkość z jaką autor posługuje się słowem – dostajemy znakomitą lekturę. Czegóż więcej trzeba?  Także rozwiązanie zagadki, końcówka powieści są tak skonstruowane by wytłumaczyć wszystkie wątki prowadzonego śledztwa – i zrobione to jest z dużym wyczuciem i logiką. Jedyny zarzut jaki mi przychodzi na myśl to fakt, że powieść jest po prostu za krótka – zdążyłem polubić jej bohaterów, a tu już koniec… Nie wiem jak inne książki Marcina Wolskiego, na pewno je przeczytam, ale „Doktora Styksa” z czystym sumieniem polecam.

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Liczba stron: 286, rok wydania 2011

%d bloggers like this: