Krwawy łan

Reżyseria: Steve Shime, Scenariusz: Timothy Gutierrez, Katy Baldwin, Występują: Brandon Pearson, Clare Niederpruem, Tye Nelson, Luke Drake Produkcja: USA, 2010

„Krwawy łan” – niby miał to być klasyczny slasher, nakręcony na modłę filmów z lat 80-tych, ale nie bardzo wyszło. Oto grupa przyjaciół w trakcie podróży trafia na swoistą atrakcję turystyczną – labirynt zrobiony na polu kukurydzy. Oczywiście, mimo iż już jest noc, z radością do tego labiryntu wchodzą. Wkrótce staną oko w oko z psychopatycznym mordercą. I już wiemy, że szansę przeżycia ma bardzo niewielu. Wszystko z tym filmem byłoby w porządku – miejsce akcji ciekawe, aktorzy – nieco drętwi, ale w kanonie slasherów się mieszczą, muzyka robi odpowiednio mroczny klimat, a finał jest przewrotny i zaskakujący. Ciekawie zrobiona scenografia, klimat niedopowiedzenia – tak naprawdę do końca nie poznamy motywów mordercy. Co z tego, skoro logiczne dziury w scenariuszu są wielkości co najmniej pola kukurydzy. Na horrorze jednak nie powinno się wybuchać śmiechem w momentach które mają niby budować napięcie… a tutaj mi się roześmiać niejeden raz. Gdyby film był chociaż nakręcony tak z przymrużeniem oka, ale nie – wygląda na to, że był robiony zupełnie na poważnie… To właśnie psuje zabawę, jaką mógł „Krwawy łan” ze sobą nieść. Ja rozumiem, że konwencja slashera niekoniecznie musi się opierać na logice, ale jakieś – chociażby podstawowe – założenia powinny obowiązywać. Tutaj przez trzy czwarte filmu jest po prostu głupio i.. nudnawo. Sama końcówka filmu nie uratuje. „Krwawy łan” to taka nieudana próba nawiązania do klasyki. I klasykę – slashery lat 80-tych Wam polecam. Więcej w nich zabawy konwencją i napięcia niż w tej niskobudżetowej produkcji z 2010 roku.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: