Kristina Ohlsson. Papierowy Chłopiec

Tłumaczenie: Wojciech Łygaś, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Rok wydania 2015.

„Papierowy Chłopiec” to kolejny, z tak popularnych w Polsce, skandynawski kryminał. Tym razem szwedzka autorka przedstawia nam historię zabójstw, które nie mają prawa być wyjaśnione tak naprawdę, do końca… A wszystko zaczyna się od legendy o Papierowym Chłopcu. Ta stara, żydowska legenda mówi o kimś, kto nocą porywa i zabija dzieci. Kiedy w Sztokholmie pewnego dnia zastrzelona zostaje nauczycielka, a później zostaje porwanych dwóch chłopców, szwedzka policja zostaje postawiona na baczność. Sprawą zajmują się Alex Recht i Frederika Begman. Wszystko dzieje się w gminie żydowskiej, więc pojawienie się tajemniczego agenta Mossadu – Efraima Kiela – nie jest zaskoczeniem. W całą akcje włącza się także Eden Lundell ze szwedzkiej policji bezpieczeństwa, którą z Efraimem łączą tajemnicę z przeszłości. Nagle okaże się, że wszystkie tropy – a jest ich niezwykle dużo – prowadzą do Izraela, do Papierowego Chłopca. Przed śledczymi pojawi się jednak pewien dylemat – którego Papierowego Chłopca ścigać…?

„Papierowy Chłopiec” to piąta z książek Kristiny Ohlsson, której bohaterami są Frederika Bergman i Alex Recht, i nieznajomość poprzednich tomów przez pierwsze kilkanaście stron nieco przeszkadza. Ale już później bez problemu orientujemy się kto, z kim, w jakim celu. Sama fabuła powieści jest naprawdę mocno zagmatwana – jak na rasowy kryminał przystało. Ślepych tropów, wolt scenariusza jest tutaj aż nadto momentami. Jednocześnie autorka spokojnie prowadzi fabułę. Momentami nawet zbyt spokojnie – w połowie powieści czułem przez chwilę znużenie i lektura szła mi wyjątkowo wolno. Niedobrze, kiedy odkładam książkę i nie mam parcia by koniecznie zaraz sięgnąć po nią, by dowiedzieć się co było dalej. Wynagradza to finał – wszystkie wątki znajdują rozwiązanie i całość historii ładnie się zamyka. „Papierowy Chłopiec” ma potencjał. To naprawdę dobrze wymyślona opowieść. Jednak mam do niej kilka zastrzeżeń. Po pierwsze – właśnie to nadmierne rozciągnięcie akcji w środku powieści i fakt, że mimo wielu wątków już wtedy zaczynamy się domyślać rozwiązania. Po drugie – niewykorzystany według mnie fakt, że akcja w pewnym momencie przenosi się do Izraela i Londynu – tak naprawdę nic z tego nie wynika, a przecież aż się prosiła tutaj mała wolta w scenariuszu. No i fakt, że finałowe sceny rozciągnięte są fragmentami na całą powieść – jako wstawki między rozdziałami. Z początku ten zabieg mi się podobał, ale mimo, że autorka starała się jak mogła, by zagmatwać ten obraz, to kiedy już czytelnik zdaje sobie sprawę o co chodzi, traci dużo z przewidywanego zaskoczenia. Sami zresztą musicie się przekonać. „Papierowy Chłopiec” to nie jest zła powieść – skądże. Jednak w zalewie skandynawskich kryminałów nie wyróżnia się czymś specjalnym. Oczywiście – dla miłośników kryminałów będzie to rarytas – i Wy możecie sobie spokojnie punkt do oceny dodać. Ja jednak takim fanem skandynawskich powieści nie jestem, a i kryminały stamtąd czytałem już lepsze.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: