Reżyseria: Nikita Argunov. Scenariusz: Nikita Argunov, Timofei Dekin, Aleksey Gravitskiy. Występują: Rinal Mukhametov, Lyubov Aksyonova, Anton Pampushnyy, Milos Bikovic. Produkcja: Rosja, 2019

Ocena: 8/10

Pierwszy zwiastun tego filmu zadebiutował w sieci ponad trzy lata temu. Pamiętam ekscytację, jaka towarzyszyła wtedy oczekiwaniu na tę rosyjską superprodukcję. Niestety, premierę co chwila przekładano i tak naprawdę „Koma” miała premierę dopiero 30 stycznia 2020. W międzyczasie dużo zmieniło się w pierwotnych założeniach filmu – widać to właśnie gdy porównasz ten pierwszy trailer z tym co oglądasz. W zapowiedzi z 2017 roku są sceny, których nie ma w finalnej wersji filmu. No i pod względem efektów film wygląda lepiej.

Cała historia zaczyna się w momencie gdy Wiktor, główny bohater filmu, budzi się w przedziwnym świecie, który wygląda jak ze snu. Nie dane mu jednak będzie przyzwyczaić się do sytuacji, gdy zostaje zmuszony do ucieczki przed tajemniczą istotą, która próbuje go zabić. Tak właśnie zaczyna się nowe życie Wiktora w Komie – krainie, która tworzą wspomnienia ludzi z całego świata, którzy są pogrążeni w śpiączce. Stąd właśnie londyński Big Ben może tutaj wyrastać z kanałów Wenecji, a portal do bezpiecznej fabryki, gdzie kryją się ludzie, którzy utknęli w Komie, jest w starym autobusie. Wiktor zaś w tym świecie jest Wybrańcem, kimś, kto ma zaprowadzi ludzi na legendarną Wyspę, gdzie nie mają wstępu Żniwiarze – polujące na dusze ludzkie stwory, niemal niezniszczalne i piekielnie groźne.

Po tylu latach czekania na ten film, bałem się rozczarowania. Często jest tak, i myślę, że masz tak samo. Do seansu podchodziłem z obawami. Na szczęście niesłusznie. „Koma” to kawał dobrej, bezpretensjonalnej rozrywki z dobrym twistem akcji, ciekawymi bohaterami i piękną scenografią.

Nie sposób właśnie tej scenografii pominąć. Ja wiem, że w 99% sceny z „Komy” to grafika komputerowa, ale akurat tutaj jest to tak zrobione, że nie widać sztuczności. Całość zmontowana jest naprawdę imponująco. Jeżeli podobały Ci się ujęcia z „Incepcji” czy „Doktora Strange” to w „Komie” wygląda to jeszcze lepiej.

Sam scenariusz jest czysto przygodowy, nie ma w nim jakichś wielkich błędów logicznych (może jeden tylko, z czasem w realu i w Komie). Nie ma tutaj jakichś większych filozoficznych rozkminek, ale i nie temu miał film służyć. Dużo w tym scenariuszu klimatów z „Matrixa”, „Iluzji” czy „Stalkera”, dużo akcji i kilka pomysłów naprawdę świeżych. Fajny jest twist scenariusza, zmieniający nieco wymowę filmu.

Gra aktorska jest na satysfakcjonującym poziomie, mimo że i tak wszystkie emocje kradnie wymyślony świat. Ale bohaterów da się polubić i im kibicować.

„Koma” spełniła moje oczekiwania – chciałem widowiskowego filmu, pełnego akcji i przygody, i dokładnie to dostałem. No i czekam na drugą część (zobacz sam, że w finale jest to delikatnie zasugerowane). Mam nadzieję, że nie będę musiał czekać kolejne trzy lata.

Szkoda trochę, że dystrybucji filmów produkcja rosyjskiej praktycznie u nas nie ma. Uwierz, oglądałem ostatnio trochę filmów rosyjskich, które naprawdę mnie urzekły i niczym nie ustępowały hollywoodzkim blockbusterom. Ba, w wielu przypadkach je przewyższały. Więc jeżeli będziesz miał okazje obejrzeć coś z kinematografii naszych wschodnich sąsiadów to spróbuj – może się okazać, że bardzo przyjemnie się zaskoczysz.