Reżyseria: Richard Stanley, scenariusz: Richard Stanley Scarlett Amaris, występują: Nicolas Cage, Joely Richardson, Portugalia USA, rok produkcji 2019

Ocena: 6/10

W jednym z wpisów na tym blogu pisałem Ci, że było takie jedno opowiadanie, które mnie porządnie wystraszyło i ukształtowało mój gust. Była to historia H.P.Lovecrafta “Kolor z przestworzy”. Technicznie opowieść ta wcale nie jest najlepsza. Lovecraft nie umiał na pewno w dialogi. Ale nastrój zagrożenia, jaki bije ze stron, jest nie do podrobienia i potrafi naprawdę wystraszyć. 

Prób ekranizacji było kilka. I chociaż “Kolor z przestworzy” jest trudnym materiałem dla filmu to część tych filmów była naprawdę dobra. Chociażby niemiecki “Die Farbe” z 2010 roku (czarno-biały film, w którym kolor pojawiał się jedynie wraz z tytułowym “kolorem z przestworzy”) – który był najlepszą, jaką widziałem, próbą przeniesienia na ekran historii H.P.Lovecrafta. A jak na ich tle wypada “Color out of Space” z 2019 roku z Nicolasem Cagem w roli głównej?

Rodzina Gardnerów nie jest do końca typowa. Przeprowadzili się z wielkiego miasta do odziedziczonego domu gdzieś na odludziu Nowej Anglii. Głowa rodziny hoduje alpaki, córka pozuje na wiedźmę, a jej lekturą jest kieszonkowa wersja “Necronomiconu”, starszy syn popala trawkę, a młodszy wpatruje się w wodę w studni. Theresa – żona i matka – stara się wszystko trzymać pod kontrolą, ale sama ma swoje problemy. Wszystko zdaje się jednak układać, aż do nocy, gdy na podwórzu ich domu spadł, mieniący się niezwykłymi, kolorami meteoryt. Już wkrótce niezwykły kamień zniknie, ale Kolor zagnieździ się u Gardnerów… Już wkrótce rozpęta się prawdziwe piekło: elektronika zacznie wariować, czas i przestrzeń zdawać się będzie rozjeżdżać z rzeczywistością. Ale to dopiero początek tragedii, jaka dotknie rodzinę.

Chociaż Nicolas Cage gra jak zwykle swoją jedną miną zbitego psiaka to akurat w tym filmie to bardzo pasuje do treści. Rola ojca, który próbuje zapanować nad rodziną, doprowadzić do tego by zaaklimatyzowali się w odludnym miejscu, by poczuli się szczęśliwi jest tutaj naprawdę udana. Sama treść filmu, chociaż odbiega trochę od opowiadania, to oddaje jego klimat całkiem dobrze. Rzeczywiście – nastrój osaczenia, powolnego zapadania w szaleństwo, spowodowane Kolorem, rozpad i degeneracja człowieczeństwa są tutaj pokazane bardzo obrazowo i naprawdę potrafią wystraszyć. Właśnie ten fakt, że skupiono się tutaj zarówno na stronie wizualnej – pokazano coś, co jest dla nas obce, jak i pokazaniu od strony psychologicznej zetknięcia się z rzeczą obcą, nie do ogarnięcia umysłem i próbami zachowania normalności za wszelką cenę. Udało się tutaj rzeczywiście oddać tą gęsta atmosferę, która przestraszyła i urzekła mnie, gdy pierwszy raz czytałem opowiadanie. 

Na pewno duży plus dla twórców, za to, jak chcieli uhonorować H.P.Lovecrafta tym filmem. Chociażby “Necronomicon”, który studiuje córka , monolog (bardzo niezgrabnie napisany przez Lovecrafta) w całości zacytowany w finale filmu, w końcu odniesienia do filmu “Coś” – wszystko tutaj z szacunkiem i wyraźną sympatią dla H.P.L.-a. 

Polecam tę ekranizację. To horror s-f, który mnie pozytywnie zaskoczył i nawet trochę przestraszył. Oczywiście, jest tutaj kilka rzeczy, które psują odbiór całości. Kilka dziur w scenariuszu, niezrozumiałe decyzje bohaterów, uproszczenia w fabule. Nicolas Cage nie wszystkim może odpowiadać w głównej roli, bo gra jedną miną (nawet jeśli ta mina pasuje do treści). Zdecydowanie lepszą adaptacją prozy Lovecrafta był, wspomniany na początku, niemiecki “Die Farbe”. Ale “Kolor z przestworzy” to, mimo wszystkich niedociągnięć, dobra próba oddania inności i niepokoju, jakie znam z literackiego pierwowzoru.