Klątwa Jessabelle

Kevin Greutert niekoniecznie się kojarzy z dobrymi historiami. Jego fatalna „Piła 3D” jakoś nie napawa nadzieją na to, że jest w stanie zrobić dobry film. Dlatego do „Klątwy Jessabelle” podchodziłem nieufnie. Ale w sumie – nie było aż tak źle. Historia rozpoczyna się w momencie gdy Jessie stoi na progu nowego życia – oto wraz z narzeczonym mają zamieszkać razem. Niestety, nim sielanka się na dobre rozpocznie w tragicznym wypadku ginie chłopak, a Jessie zostaje sparaliżowana. Samotna dziewczyna na wózku nie ma innego wyjścia jak wrócić do rodzinnego domu i zamieszkać razem z ojcem, z którym od dawna nie utrzymywała żadnych kontaktów. W odludnej Luizjanie, pośród mokradeł nasza bohaterka będzie musiała stawić czoła tragicznej tajemnicy dotyczącej jej matki. Jessie znajdzie kasety video, które matka nagrywała dla nienarodzonej jeszcze córki. Początkowo nagrania są pełne radości i nadziei… Więc dlaczego ojciec dziewczyny wpada w szał gdy widzi, że Jessie te taśmy ogląda? A to dopiero początek koszmaru.

„Klątwa Jessabelle” ma klimat, poszczególne sceny naprawdę mogą wystraszyć. Atmosfera osamotnienia i bezradności jaką przeżywa Jessie nie mogąc chodzić jest tutaj ciekawie pokazana. Gra aktorska stoi na solidnym poziomie, a sama historia jest nieźle wymyślona. Z drugiej strony – ciężko w filmie o jakiekolwiek zaskoczenie. Klocki z jakich napisany został scenariusz są znane i wyświechtane. Ma się wrażenie, że za dużo tutaj po prostu elementów, wątków ledwie rozpoczętych i zbyt szybko lub pobieżnie zamkniętych. Mamy tutaj i duchy i voodoo i nawiedzone domy, tajemnicze kasety video przeplatają się z widmem dziecka… Za dużo tego wszystkiego. Na dodatek całość nie trzyma się razem. Jako poszczególne sekwencje – naprawdę nieźle to wypada (scena z wanną na przykład), ale jako całość rozłazi się w szwach. A szkoda, bo potencjał na naprawdę mroczny, duszny horror był całkiem duży. Mimo wszystko następny film Greuterta obejrzę z ciekawością, bo jako reżyser może on się jeszcze sprawdzić. „Klątwa Jessabelle” pokazuje, że Kevin Greutert może nas w przyszłości zaskoczyć pozytywnie. 

%d bloggers like this: