Kjell Ola Dahl. Mały złoty pierścionek

Tłumaczenie: Milena Skoczko, 477 stron. Wydawnictwo Czarne, rok wydania 2011.

Katrine Bratterud – młoda, piękna kobieta. Ma marzenia, pracę, mieszkanie, chłopaka. Wydawać by się mogło, że nic jej do szczęścia nie potrzeba. Jednak już od pierwszych stron powieści „Mały, złoty pierścionek” – kiedy to poznajemy w sobotni dzień Katrine – wiemy, że coś w jej życiu jest nie tak. Oto do biura podróży w którym pracuje wdziera się podstarzały „macho” i grozi jej, używa przemocy. Tylko dzięki pomocy koleżanki z biura napastnika udaje się spacyfikować. Katrine wraca do domu gdzie czeka na nią chłopak – Ole. I znowu – pozornie szczęśliwa para okazuje się być bardzo niedopasowana. Katrine bierze prysznic, szykuje się na wieczorną imprezę – w między czasie wykonuje kilka telefonów  – ale po co? Do kogo? Tego zazdrosnemu chłopakowi nie chce zdradzić… Impreza w ośrodku odwykowym gdzie leczyła się Katrine jest niewypałem. Tak, tak – bowiem Katrine była uzależniona od narkotyków. Dopiero od trzech lat nie bierze, nie puszcza się za działkę… Świetnie wypada wstęp tej powieści – autor doskonale pokazuje jak z pozoru zwyczajne życie jest tylko grą pozorów. W niedziele rano, po imprezie w ośrodku ciało zgwałconej, pobitej Katrine zostaje znalezione w przydrożnym rowie. Kto zabił? Czy mroczna przeszłość dziewczyny dopadła ją po latach? Czy był to przypadkowy mężczyzna który zwietrzył łatwą ofiarę? Czy też najbliższy przyjaciel dziewczyny który sam nie wiedział czy przyjacielem chce być czy kochankiem? Na te pytania musi znaleźć odpowiedź inspektor Gunnarstrand  i jego asystent Frank Frolich. Będziemy świadkami żmudnego śledztwa, przesłuchiwania osób powiązanych z Katrine, jej przeszłością. I nie będzie to nudna lektura. „Mały złoty pierścionek” to kryminał klasyczny – bez całego sztafażu sensacyjnych pogoni i zdarzeń. To spokojna, a jednak wciągająca powieść. Przynajmniej przez czterysta dwadzieścia stron. Bowiem na koniec autor popełnił kardynalny błąd. Przynajmniej moim zdaniem. Nie chcę pisać jaki, mimo wszystko powieść warta jest przeczytania i nie chcę psuć lektury – ale powiem tylko tyle, że po zakończeniu lektury czułem niesmak. Zakończenie powieści zdecydowanie psuje odbiór całości. A szkoda. Losy Katrine, sposób prowadzenia śledztwa przez bohatera wart był naprawdę innego końca. Szkoda trochę zmarnowanej szansy bowiem potencjał „Małego złotego pierścionka” był duży. Dobrze poprowadzeni, mocno psychologicznie umotywowani bohaterowie, ciągle egzotyczna dla nas sceneria norweskiej prowincji opisana w książce, w końcu poważne moralne dylematy ludzi którzy prowadzą ośrodek odwykowy – wszystko to podane naprawdę ciekawie i wiarygodnie. Dlatego – mimo mojego niesmaku z powodu zakończenia – polecam tę powieść. Nie tylko tym którzy lubią klasyczne kryminały. Ale za skopane rozwiązanie zagadki – tylko czwóreczka.

 

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: