Kiedyś Panie, to były zimy…

Jest rok 1979.

Kilkanaście stopni mrozu i ogłaszamy kataklizm – tak bardzo odzwyczailiśmy się od prawdziwych zim… A ja pamiętam zimę z przełomu 1978/1979.

Najpierw padał deszcz. To nie była ładna zima… Dopiero w nocy z 29 na 30 grudnia 1978 roku zaczęły napływać z północy masy mroźnego powietrza. I deszcz zamienił się w śnieg. Coraz większy, coraz gęstszy. 30 grudnia zasypało Polskę centralną (w Warszawie było 70 cm śniegu). W zasadzie od 1 stycznia 1979 roku cały kraj został sparaliżowany przez śnieg. Do tego doszły silny wiatr, nawiewający śnieg i tworzący gigantyczne zaspy i kilkunastostopniowy mróz. Zamknięto szkoły, wstrzymano powrót z zimowisk. Zaczęło brakować surowców energetycznych – popękane szyny i zasypane drogi powodowały poważne utrudnienia w transporcie.

Miałem wtedy sześć lat i pamiętam trochę z tamtej zimy. Oczywiście radość, że nie trzeba chodzić do szkoły. Nawet gdyby były otwarte, to mieszkaliśmy wtedy na wsi, do przystanku autobusu było prawie trzy kilometry, a przez kilka dni nie było nawet jak tej polnej drogi odśnieżyć. Pamiętam przejęcie, gdy wreszcie ktoś traktorem z pługiem odśnieżył nam jakiekolwiek dojście do głównej szosy. Mieszkaliśmy na wsi, dwa gospodarstwa obok siebie – ja z bratem i w drugim gospodarstwie moi starsi bracia cioteczni. Dla nas zima stulecia była niesamowita frajda. Biegaliśmy w tunelach ze śniegu, które nasi rodzice kopali by na przykład dostać się do studni. Nie było wtedy jeszcze melioracji, więc po mocnym deszczu wcześniej na polach dookoła były olbrzymie rozlewiska, które zamarznięte zrobiły nam jedno wielki lodowisko… I rzeczka, która płynęła niedaleko naszego domu zamarzła tak mocno, że spokojnie po niej robiliśmy ślizgi saneczkowe. Całe dnie spędzaliśmy we czterech na powietrzu, budując iglo, jeżdżąc na sankach, ślizgając się po lodzie. Jako dziecko mało się przejmowałem tym, że w pewnym momencie nie bardzo było czym palić w piecu, w kuchni i tym, że rodzice stawali na głowie, by zapewnić nam jakieś jedzenie (wiązało się to z naprawdę trudnymi wyprawami do miasta odległego jakieś siedem kilometrów).

Jednak zabawy w takim śniegu nie do końca były bezpieczne…

Pod oknem naszego pokoju wiatr utworzył jakąś dwu-trzymetrową zaspę. pewnego dnia jakoś tak wyszło, ze sam bawiłem się na dworze i postanowiłem zdobyć tą górę śniegu. Wiatr i mróz spowodowały, że na śniegu utworzyła się warstwa lodu, która miała wytrzymać mój ciężar. Wspiąłem się na sam szczyt. I podskoczyłem z radości… Potem pamiętam już tylko ciemność, śnieg dookoła i przerażenie, że się nie wydostanę. Wpadłem w zaspę tak głęboko, że nie bardzo był sposób jak się wydostać. Na szczęście moje (tak sobie teraz myślę)  śnieg był dość sypki i wysuszony przez mróz więc po jakimś czasie się wykopałem (czy to było 10 minut czy godzinę nie wiem – mi się wydawało, że utknąłem na wieczność). I tak zapłakany, zasmarkany, prawie zamarznięty sześciolatek sobie obiecał, że nigdy więcej śniegu 🙂

Mała dygresja: jak już byłem starszy to pamiętam, jak w Świeradowie wchodziliśmy grupą wieczorem jakoś na szczyt i się załamała pogoda… Od razu mi się przypomniało moje obrzydzenie do śniegu… ale to temat na inną historię.

W zasadzie od 6 stycznia 1979 roku sytuacja zaczęła się normalizować. Termometry zaczęły pokazywać wyższe temperatury. Ale zanim cały ten śnieg stopniał u nas na wsi, minął jeszcze co najmniej tydzień. No, a później wszystko zostało podtopione – i znowu ciężko się było dostać gdziekolwiek…

Tak to właśnie z zimami było. Wydaje nam się, że jak trochę mrozu jest to już kataklizm. A w pamięci osób w moim wieku i starszych zapisały się takie zimy, że teraz mogę spokojnie powiedzieć: “Panieeeeeee, kiedyś to były zimy….”

PS. Niestety nie zachowały się żadne rodzinne zdjęcia z tamtego okresu, więc na główne zdjęcie wpisu pozwoliłem sobie wrzucić zdjęcie z Wikipedii: 30 stycznia 1979. Zima Stulecia na Wierzbnie w Warszawie. Fot. Grażyna Rutowska.

A poniżej – trochę na przekór tego, że dziś prawdziwych zim nie ma… – tak się wybieraliśmy do moich Rodziców na wielkanocny obiad w kwietniu 2013…

Podobało się? Nie podobało? Zostaw jakiś ślad po sobie :)

Font Resize
KONTRAST