Kelley Armstrong. Na emeryturze

Ona – Nadia Stafford – była policjantka. Właścicielka podupadającego pensjonatu dla myśliwych w Kanadzie. Aby utrzymać pensjonat dorywczo przyjmuje zlecenia na morderstwa. Profesjonalistka w zawodzie płatnego mordercy. On – Helter Skelter – seryjny morderca którego działalność poważnie zagraża wszystkim profesjonalnym zabójcom. Takie dość karkołomne założenie mamy w książce Kelley Armstrong „Na emeryturze”. Założenie karkołomne, ale lektura naprawdę ciekawa i wciągająca. Oto poznajemy dość sympatyczną kobietę, byłą policjantkę która morduje na zlecenie. Jednak w trakcie czytania, kiedy poznajemy coraz lepiej przeżycia bohaterki z przeszłości, jej sytuację, przemyślenia – coraz bardziej się z nią identyfikujemy. Także przeciwnik – Helter Skelter (z ang. chaos, bałagan) jest ciekawie przedstawiony i nietuzinkowy. Kiedy tak zabija zupełnie przypadkowe ofiary, bez żadnego schematu za to coraz lepiej zaplanowane, mamy wrażenie, że jego gra coraz bardziej wciąga i nas. Kiedy ten podający się za syna Mansona morderca zostaje przez FBI zakwalifikowany jako „pro” (profesjonalny zabójca na zlecenie) zostaje na profesjonalistów wszczęta nagonka. I tak oto płatni zabójcy zostają zmuszeni do tropienia seryjnego mordercy. W grupie, która się tworzy zupełnie nieformalnie jest także i Nadia. Ciekawa to powieść, nieszablonowa. FBI i policja zostają tu potraktowani zupełnie marginalnie i nie ma tu genialnych agentów w nieskazitelnych garniturach. Grupa płatnych zabójców przedstawiona jest ciekawie, postaci umotywowane są psychologicznie bardzo wiarygodnie, relacje między nimi są wiarygodne. Nie wiem, czy tak właśnie wygląda świat profesjonalnych morderców, ale Kelley Armstrong opisała go realistycznie i doprawdy nie ma się o co w całej historii przyczepić. Przynajmniej pod względem scenariusza. Bowiem jeśli już miałbym się do czegoś przyczepić to do dialogów. Są fragmenty w których dialogi wywołują zgrzytanie zębów. Pojedyncze urwane zdania, niedopowiedzenia – naprawdę nikt tak ze sobą nie rozmawia. Powieść na tym dużo traci. Zasadniczo – polecam, ale ze świadomością, że mogło być lepiej, dużo lepiej. „Na emeryturze” to przykład powieści, w której naprawdę dobry pomysł został nieco popsuty ważnym elementem jakim są dialogi.  Mogła być porządna czwórka, Ala za dialogi – tylko trzy.

Tłumaczenie: Jerzy Łoziński, 441 stron. Wydawnictwo Zysk i S-ka, rok wydania 2011

%d bloggers like this: