Julia Bernard. Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito

Stron 376. Wydawnictwo Videograf, rok wydania 2014.

Amelia skończyła właśnie osiemnaście lat. I niestety stało się to, przed czym chronić chciała ją matka. Dziewczyna przeszła Przemianę. Stała się czarownicą, tak jak Martyna – jej matka… Martyna – na co dzień zimna, uporządkowana pani patolog – wywozi córkę do Wolfensteinu – siedziby ich rodu. Bo ród Hohenstauf to wielce szanowani przedstawiciele świata, o którego istnieniu śmiertelnicy nie mają bladego pojęcia… To świat czarownic i wampirów, wilkołaków i pradawnych słowiańskich bogów. To świat, w którym ciężko jest przeżyć, zwłaszcza młodej, niedoświadczonej czarownicy. Amelia będzie zmuszona bardzo szybko opanować zasady rządzące tym światem, bo śmierć to nie najgorsze co może ją spotkać…

I teraz zastanawiacie się, co ja czytałem… Jakiś polski „Zmierzch” czy coś? Otóż nie – czytałem bardzo dobrą, dobrze napisaną powieść, w której Autorka potraktowała czytelnika bardzo poważnie. I chociaż z powyższego opisu fabuły może to nie wynika, ale „Czarownice z Wolfensteinu” to na poważnie opowiedziana historia. No właśnie, mimo iż wydaje się, że to powieść dla młodszych czytelników (czy raczej czytelniczek) to nie ma tutaj ani gram infantylności, z którą tak często się spotykam w powieściach zagranicznych autorów. Cały świat jest interesująco rozpisany, wymyślony. Widać, że Julia Bernard ma dużą wiedzę, garściami czerpie z różnych wierzeń, mitów, sytuacji, bez trudu przerabiając informacje i zgrabnie kreśląc tło historii. Język którym posługuje się Autorka – od niemal poetyckiego kiedy opisywane wydarzenia tego wymagają, do szybkiego i zwięzłego opisu walk, ciekawie spleciona intryga – której przyjemność odkrywania zostawię Wam – niespodziewana wolta w finale i sam finał – zaskakujący i smutny (chociaż akurat finał tutaj do wstęp do dalszej opowieści) – wszystko to powoduje, że od książki trudno się oderwać. I z czystą przyjemnością czekam na chwilę kiedy poczytam kolejne tomy (już czekają w kolejce lektur). Polecam bardzo powieść „Czarownice z Wolfensteinu” – to po raz kolejny dowód na to, że w każdej formie literatury Polacy potrafią napisać coś dużo lepszego od swoich zachodnich kolegów po piórze…

%d bloggers like this: