Jax Miller. Mam na imię Freedom

Jax Miller. Mam na imię Freedom

Tłumaczenie: Łukasz Praski, 376 stron, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, rok wydania 2015.

Debiutancką powieść Jax Miller zaczynałem czytać chyba z pięć razy. I za każdym razem odkładałem po kilkunastu stronach, nie mogąc się przemóc do dalszej lektury… Słaba to była dla mnie zachęta do lektury, ale któregoś dnia się zaparłem i zacząłem po raz kolejny. Po kilkunastu kolejnych stronach, gdy już przyzwyczaiłem się do sposobu narracji Autorki historia zaczęła mnie wciągać. Coś, co z początku było jak dla mnie bardzo słabą historyjką wreszcie rozwinęło się w psychologiczny thriller. Nie do końca mnie przekonało, ale lekturę dokończyłem.

Bohaterką powieści jest Freedom Oliver – oskarżona o zabójstwo męża, od dwudziestu lat objęta programem ochrony świadków. Freedom pracuje w barze dla motocyklistów w niewielkim miasteczku w Oregonie, jest arogancka, pije za dużo, przypadkowy seks to dla niej codzienność. Lecz w głębi serca jest kobietą samotną, zgorzkniałą i próbującą pogodzić się z tym, że odebrano jej dzieci. Kiedy dowie się, że jej córka została uprowadzona Freedom ruszy w samotną podróż do Goshen, gdzie stanie oko w oko z niebezpiecznym fanatykiem religijnym. W swej podróży spotka skinów, handlarzy bronią, członków sekty, braci swego męża, żadnych zemsty…

„Mam na imię Freedom” to dość nierówna lektura – po początku, który wręcz zniechęca do czytania, zaczyna się rozkręcać i pod koniec akcja mknie na łeb i na szyję aż do zaskakującego finału. Mnie osobiście nie do końca przekonuje niemal komiksowy sposób narracji. Sama historia też nie należy do oryginalnych – wszystko to już kiedyś było. „Mam na imię Freedom” przypomina budowlę złożoną z bardzo dobrze znanych nam klocków. To co broni się tutaj – powodując, że powieść daje się przeczytać – to główna bohaterka.

Tak silnej, dobrze psychologicznie nakreślonej kobiecej postaci w literaturze rozrywkowej dawno nie mieliśmy – tak mi się przynajmniej wydaje. Z zewnątrz silna, brutalna, nieprzebierająca w słowach Freedom w głębi duszy jest zagubioną, poplątaną, pełną tęsknoty za utraconymi dziećmi kobietą. Dobrze to pokazane jest w powieści i na pewno stanowi duży plus historii. W trakcie lektury ciężko mi było się oprzeć wrażeniu, że Freedom Oliver to taka trochę żeńska wersja Jack’a Reacher’a – bohatera powieści Lee Child’a. Reszta składowych – tak jak mówiłem – dobrze znana, niemalże wyświechtana.

Ocena 3 na 6 – może dla niektórych wydać się zaniżona. Jednak nie potrafię zapomnieć, jak ciężko mi się zaczynało lekturę i ile razy zaczynałem. Jeśli lubicie thrillery, opowieści o sektach, o szukaniu sprawiedliwości, jeśli lubicie mocnych bohaterów – spokojnie sobie oczko do mojej oceny dodajcie. I zagłębiajcie się w lekturze debiutanckiej powieści Jax Miller.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: