Jana Wagner. Pandemia

Tłumaczenie: Walentyna Mikołajczyk-Trzcińska, Stron 433. Wydawnictwo Zysk i S-ka, rok wydania 2015.

Książka „Pandemia”, reklamowana jako postapokaliptyczna chyba najmniej właśnie tym gatunkiem jest. I nie jest to bynajmniej zarzut, a ostrzeżenie – jeśli bowiem spodziewasz się klimatów rodem z „Mad Maxa” czy „Bastionu” albo „Metra” to srodze się zawiedziesz. Jednak polecam poczytać „Pandemię”. Może się okazać, że ta historia bardziej jest ujmująca niż rozbuchane, widowiskowe zakończenia naszego świata. Chociażby z tego powodu, że scenariusz powieści jest nadzwyczaj realistyczny.

Oto w wyniku niepowstrzymanej epidemii grypy świat powoli umiera. Ludzie zamknięci w kwarantannach w wielkich miastach nie mają szans. Ci którzy ocaleli w mniejszych miejscowościach próbują walczyć o życie. W takiej sytuacji jest grupa osób z podmoskiewskiego osiedla. Kiedy okaże się, iż w zamkniętej Moskwie nie ma już nikogo kto rządziłby krajem nasi bohaterowie ruszają w podróż do małej chaty na wysepce jeziora Wong, przy granicy z Finlandią. Daleka podróż obnaży wszelkie dobre i złe cechy jakie ta grupa niemal nieznających się osób ma.

Główną bohaterką i narratorką książki jest Anna, druga żona Sierioży. Razem z nimi w drogę rusza ojciec Sierioży i syn Anny. Do grupy dołączą jeszcze niezbyt lubiani sąsiedzi i była żona Sierioży z synem. Ta nietypowa grupa spotka na swej drodze wiele przeszkód – ale ważniejsze niż wydarzenia w drodze są tutaj stosunki jakie panują między bohaterami. Nie ma tutaj czerni i bieli – każdy ma jakieś dobre i złe strony. To duży plus powieści: tutaj bardziej chodzi o uczucia i emocje, stąd „Pandemia” staje się historią jeszcze bardziej prawdopodobną – stad też straszniejszą.

Bo „Pandemia” potrafi wystraszyć właśnie tą autentycznością, pokazaniem jak szybko to, co uważamy za codzienność i normalność może stać się koszmarem, jak złudne są więzy międzyludzkie. Polecam powieść Jany Wagner – przekonajcie się sami, że aby straszyć końcem znanego nam świata nie potrzeba oszałamiającego sztafażu, grzybów atomowych czy zombie. W „Pandemii” świat rozpada się na naszych oczach, po cichu, bez fajerwerków, ale nieuchronnie.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: