James Rollins. Ołtarz Edenu

Tłumaczenie: Lech Z. Żołędziowski, 438 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2011.

Na każdą nową powieść Jamesa Rollinsa czekam z zapartym tchem. Bardzo podoba mi się sposób pisania autora, pasjonują mnie przygody bohaterów. Kiedy więc „Ołtarz Edenu” się ukazał natychmiast pobiegłem do księgarni i z wypiekami na twarzy zacząłem lekturę. I niestety trochę się zawiodłem. W swojej najnowszej powieści Rollins sięga po takie fakty jak eksperymenty genetyczne, teoria fraktali czy najnowsze osiągnięcia w dziedzinie badania ludzkiego DNA. Fakty jakie przedstawia czytelnikom są prawdziwe, łatwe do sprawdzenia. Miejsca które opisuje także są wiarygodne. Niestety – mam wrażenie, że w „Ołtarzu Edenu” zabrakło rozmachu, do którego Rollins przyzwyczaił nas w swoich poprzednich powieściach. To nadal jest bardzo dobra powieść przygodowa – ale po lekturze czuje się niedosyt. Głównymi bohaterami są doktor Lorna Polk, pracująca w Ośrodku Badawczym Gatunków Zagrożonych ACRES w Nowym Orleanie i Jack Menard ze Służby Granicznej. Tych dwoje łączy mroczna przeszłość, ale teraz muszą współpracować nad sprawą opuszczonego kutra na pokładzie którego znajdują się dziwne, genetycznie zmodyfikowane zwierzęta. Komuś jednak zależy, by wiadomość o tym odkryciu nie dostała się do mediów. Kuter zostaje wysadzony, a naszym bohaterom cudem uda się ujść z życiem. Badania w ośrodku ACRES szybko potwierdzają, że za genetycznymi manipulacjami stoją ludzie, a zwierzęta które udało się ocalić są nad wyraz inteligentne. Tymczasem Lorna i Jack prowadzą poszukiwania dwóch białych jaguarów które wydostały się na wolność… Wkrótce na bagnach Nowego Orleanu zaczynają ginąć ludzie… Wszystkie tropy prowadzą na karaibską wyspę o złowieszczej nazwie Eden Utracony. Taki jest zalążek fabuły powieści Rollinsa. Brzmi dobrze, czyta się jeszcze lepiej – ale tak jak pisałem – pewien niedosyt jest. W powieściach takich jak ta lubię moment w którym spada zasłona tajemnicy z intrygi, kiedy już wiadomo o co chodzi. Tutaj niestety te wyjaśnienia są mętne, zbyt szybko i pobieżnie pokazana. Autor skupia się bardziej na wzajemnych relacjach między głównymi bohaterami – a to przecież jest powieść przygodowa nie psychologiczna, i te wzajemne relacje wypadają blado i sztampowo. Mniej tutaj intrygi naukowo-historycznej do której autor nas przyzwyczaił, a więcej przygody – delikatnie mówiąc naciąganej i nierealnej. O ile jestem w stanie uwierzyć w przygody oddziału specjalnego Sigmy (sztandarowego tworu Rollinsa), o tyle atak zbieraniny mężczyzn na dobrze strzeżoną wyspę na Karaibach jest dla mnie niełatwy do wyobrażenia. Szkoda – materiał był na książkę naprawdę świetną w swoim gatunku, a wyszła tylko dobra powieść. Mimo wszystko polecam „Ołtarz Edenu” – jako dobrą, nieskomplikowaną i wciągającą powieść przygodową. Ale jeśli chcecie naprawdę wiedzieć jakie intrygi potrafi snuć James Rollins to lepiej sięgnijcie po „Amazonię” czy „Czarny zakon”. Mi pozostaje znowu z niecierpliwością czekać na nowe tytuły autora – z nadzieją, że następnym razem będzie lepiej.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: