James Patterson. Ja, Alex Cross

Przekład: Jacek Manicki i Krzysztof Obłucki, Wydawnictwo Albatros, stron: 374, rok wydania 2011.

Nigdy nie rozumiałem i chyba już nie zrozumiem fenomenu Jamesa Pattersona. Jego książki osiągają olbrzymie nakłady – łącznie sprzedano ponad 220 milionów jego powieści, należy do najlepiej zarabiających pisarzy na świecie – a ja nie rozumiem czemu. Sztandarową postacią Pattersona jest Alex Cross – czarnoskóry detektyw rozwiązujący największe zagadki kryminalne. Ten bohater szesnastu powieści Pattersona w „Ja, Alex Cross” zajmuje się być może najtrudniejszą sprawą w karierze. Znaleziono resztki ciała młodej kobiety – to Caroline Cross, bratanica Alexa. W trakcie śledztwa okazuje się, że zamordowana w makabryczny sposób dziewczyna pracowała jako luksusowa prostytutka.

Alex Cross podejmuje śledztwo, poprzysięgając za wszelką cenę dopaść mordercę. A nie będzie to łatwe – ofiar jest coraz więcej, nikt kto był związany z klubem w którym pracowała dziewczyna nie może czuć się bezpiecznie. Na domiar złego w sprawę zaczynają się mieszać osoby związane z Białym Domem. Alex Cross nie wie jeszcze, że jego śledztwo może zniszczyć rząd Stanów Zjednoczonych. Morderstwa zostają przypisane tajemniczemu Zeusowi – człowiekowi którego twarzy nikt nie widział. Nikt prócz jednej z niedoszłych ofiar, do której Cross musi dotrzeć zanim morderca dokończy swoje dzieło. Śledztwa nie ułatwia sytuacja rodzinna Alexa.  Sama akcja powieści rysuje się dość ciekawie. Mamy tutaj i ciekawe rozwiązania, nietypowego zabójcę, którego tożsamości do końca nie jesteśmy pewni…

Ale sposób pisania Pattersona – te krótkie rozdziały, szybka akcja – po prostu nie pozwala na zagłębienie się w temat. Czytając powieść miałem wrażenie, że cała fabuła jest potraktowana bardzo pobieżnie. Byle szybko, byle do przodu. Akcja nie zwalnia ani na chwilę. Sam temat też jest w zasadzie do bólu ograny – morderstwa w które wplątani są ludzie z Białego Domu. Ile to już razy czytaliśmy, oglądaliśmy? I to w dużo lepszym wydaniu. Nie przekonuje mnie zupełnie to o czym pisze Patterson. Poza tym przez takie a nie inne prowadzenie akcji nie ma tutaj miejsca na jakiekolwiek psychologiczne zarysowanie bohaterów. Postaci są do bólu papierowe i standardowe. Może z wyjątkiem Zeusa – ale to tylko z powodu zaskoczenia jakie odczuwamy gdy zostaje ujawniona jego tożsamość. Żebyśmy się zrozumieli – „Ja, Alex Cross” to nie jest zła książka. To po prostu poprawne czytadło, dobre na przykład na nudną podróż pociągiem. Ale po lekturze nie zostaje w pamięci nic. Takich książek jest bardzo, bardzo dużo. Dlatego właśnie nie rozumiem fenomenu jakim jest pisarstwo Jamesa Pattersona. Może to wynika z faktu, że nasze życie jest tak szybkie i potrzebujemy czasami książki która będzie czystą rozrywką bez żadnych głębszych przesłań? To w takim razie „Ja, Alex Cross” jest taką właśnie powieścią – bez żadnych psychologicznych dupereli, tylko z szybką akcją i nieskazitelnym głównym bohaterem. Kto lubi taką prozę będzie usatysfakcjonowany, kto jednak szuka inteligentnych fabuł, dających do myślenia może sobie Alexa Crossa odpuścić.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: