Jacek Inglot. Wypędzony. Breslau – Wrocław 1945

Instytut Wydawniczy Erica. Liczba stron: 379 Rok wydania 2012.

Niemiec jest zły, Polak jest dobry. I co oni w ogóle mówią o sobie „wypędzeni”? Wredne Szkopy dostały co im się należało… Ilu z nas tak właśnie myśli (czasami zupełnie podświadomie). Dlatego książka Jacka Inglota „Wypędzony” narobi szumu. Jeśli oczywiście krytycy z tzw. „głównego nurtu” sięgną po powieść autora który pisze opowieści fantastyczne. Ale w „Wypędzonym” fantastyki nie ma ani trochę. To poważna, poparta wieloma badaniami powieść historyczna o mieście, którego już nie ma. O niemieckim Breslau, które w wielkich bólach i cierpieniach zostało polskim Wrocławiem. Jest czerwiec 1945 roku. Główny bohater, uciekający przed ubecją porucznik Armii Krajowej Jan Korzycki przybywa do Breslau. Ponieważ najciemniej jest pod latarnią, Korzycki wstępuje w szeregi tworzącej się właśnie milicji. Dostaje za zadanie zorganizowanie posterunku i wytropienia „komendanta Festung Breslau” – samozwańczego przywódcy niemieckiego Werwolfu. Jako, że Korzycki pamięta jeszcze co znaczy honor i odpowiedzialność, z tych zadań stara się wywiązać jak najlepiej… Jednak sensacyjna fabuła stanowi tylko pretekst do pokazania, jak wyglądała powojenna rzeczywistość. A ta była okrutna. Morderstwa, szaber, gwałty na niemieckich kobietach to była codzienność zrujnowanego miasta. Opisy w „Wypędzonym” to naprawdę jedne z bardziej plastycznych obrazów malowanych słowami jakie znam. Niemal widzi się oczyma wyobraźni zrujnowane miasto, Niemców koczujących w ruinach kamienic, żebrzących o odrobinę chociaż żywności, sprzedających swoje najlepsze rzeczy za szklankę kaszy. Szabrujący Polacy – którzy nie wierzą, że Breslau będzie ich miastem, więc próbujący wywieźć z niego wszystko co się da, w ramach „wojennych odszkodowań”. Rosjanie – którzy czują się panami na włościach, dla których szkop czy polaczek – żadna różnica. W tym rodzącym się mieście nic nie jest jednak czarne czy białe – nie ma tutaj prostych wyborów moralnych czy wciskania na siłę ideologii. Autor starał się pokazać dramat zarówno Niemców jak i Polaków czy Rosjan. Okrutna to lektura – którą powinien poznać każdy, zanim zacznie krzyczeć o prawach mniejszości… Jedyne co mógłbym zarzucić autorowi, to fakt, iż w tym świecie Jego bohater zdaje się być nieskazitelnym. W pewnym momencie wszyscy – dawny przyjaciel, Żyd, ubek, Niemiec kolaborujący z Polakami, dowódca milicji i jeszcze kilka innych postaci – postanawiają podzielić się z Korzyckim swoimi przemyśleniami. Owszem – poznajemy kilka różnych punktów widzenia na to co się dzieje, na to co kieruje poszczególnymi nacjami, ale spowalnia to akcję powieści bardzo. Na szczęście dzieje się to już pod koniec historii, kiedy jesteśmy na tyle wciągnięci w powieść, by jej nie odłożyć. Sam zaś finał wyszedł… hmmm… mocno patriotyczny, pokazujący, że niezależnie od tego jak jest – to Polska właśnie i tu jest Polaka miejsce. Jackowi Inglotowi można tylko pogratulować. Stworzył powieść trudną, kontrowersyjną, która na pewno wielu osobom się nie spodoba… ale też powieść prawdziwą i ważną.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: