Garść pomysłów

Po chłodnym przyjęciu przez krytyków filmu „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” Steven Spielberg wcale nie miał ochoty kręcić trzeciej część trylogii. Ale słowo dane Lucasowi na początku ich przygody zobowiązywało. Rozpoczęło się szukanie pomysłów. Spielberg postawił jednak warunek – film miał nawiązywać duchem do „Poszukiwaczy zaginionej arki”, być bardziej zabawnym i przyjaznym dla widza niż „Świątynia Zagłady”.

W pierwszych wersjach akcja miała toczyć się w nawiedzonej rezydencji, a Indiana miał walczyć z duchami. Scenariusz miała napisać Diane Thomas, scenarzystka innego filmu przygodowego „Miłość, szmaragd i krokodyl”. Prologiem do filmu miały być sceny poszukiwania Graala. Spielberg uznał, że Święty Graal jest zbyt ezoteryczny i nie nadaje się do filmu, a pomysł z nawiedzoną rezydencją zbyt przypominał fabułę „Poltergeista”.

We wrześniu 1984 roku powstał pomysł, by przeciwnikiem Indiany była postać z chińskiej mitologii – Małpi Król. Prolog miał rozgrywać się w nawiedzonym zamku w Szkocji, a finałem miało być odnalezienie Fontanny Młodości gdzieś w Afryce. Do napisania scenariusza do tego pomysłu został zatrudniony Chris Columbus, który później stworzy m.in. dwie pierwsze części ekranizacji Harry’ego Potter’a.

Warto się tutaj na chwilę zatrzymać. Scenariusz Columbusa był na tyle ciekawy, że gdy w 1997 roku wyciekł do internetu wielu fanów uznało go za scenariusz czwartej części przygód Indiany Jonesa.

Akcja filmu zaczynała się w 1937 roku, walką naszego bohatera z duchem barona Seamusa Seagrovea III w Szkocji. Potem przenosimy się do Mozambiku, gdzie Indiana Jones pomaga doktor Clare Clarke, która odnalazła Pigmeja, mającego dwieście lat. Pigmej zostaje uprowadzony przez nazistów, dla których będzie kluczem do Ogrodu Brzoskwiń Nieśmiertelności.  Ogród ten ma, według chińskich wierzeń, otaczać pałac bogini Xiwangmu. Indiana Jones, dr Clare i Brier – przyjaciel Indiany – ruszają na ratunek pigmejowi. W finałowej bitwie Indiana zostaje zabity, ale Król Małp przywraca go do życia. A w trakcie jeszcze pojawiają się kanibale, studentka Betsy, zakochana w Jonesie, zabierająca się w podróż na gapę, przywódca piratów, Kezure, który ginie, jedząc brzoskwinię nieśmiertelności, bo nie ma czystego serca.

W drugiej wersji scenariusza założenia zostały podobne – zrezygnowano z wątku zakochanej studentki, Króla małp zrobiono głównym przeciwnikiem, a film miał kończyć się ślubem Indiany z dr Clare. I w zasadzie Lucas i Spielberg już przymierzali się do nakręcenia tego filmu. „Indiana Jones i Małpi Król” miał być zakończeniem trylogii. Już zaczęto szukać plenerów w Afryce, gdy Spielberg stwierdził, że scenariusz jest zbyt nierealny: „…czułem się zbyt stary, by to nakręcić”.

Scenariusz znowu przepisano. Steven Spielberg zasugerował wprowadzenie do filmu postaci ojca Indiany, Lucas przeforsował pomysł z Graalem. Zanim film nabrał ostatecznego kształtu, przewijały się w nim takie pomysły jak: podróż Orient Expressem, walka z demonem w świątyni Graala czy też schody do nieba, po których odchodzi henry Jones Senior w finale. Prologiem natomiast miała być walka o maskę Montezumy, z człowiekiem, którego bronią oswojone goryle.

Ostateczny scenariusz napisał Jeffrey Boam (scenarzysta filmu „Innerspace”). Większy nacisk położono ostatecznie na relację ojciec-syn i to ona stała się główną osią filmu, spychając na dalszy plan samego Graala. Bardziej tutaj chodzi o poszukiwanie więzi, niż skarbu – co zresztą mocno pokazuje finał filmu.

Bond. James Bond.

„Indiana Jones i ostatnia krucjata” pokazuje nam młodego Indianę Jonesa. W tą rolę wcielił się River Phoenix (starszy brat Joaquina, zmarł w 1993 po przedawkowaniu narkotyków, miał wtedy 23 lata). W tym wstępie dowiadujemy się, skąd wzięła się blizna bohatera, jego strach przed wężami. No i oczywiście – w końcu dowiemy się, skąd bat i kapelusz – znaki rozpoznawcze Indiany. W efektownym prologu zawarto esencję pochodzenia Jonesa i jego stosunków z ojcem – profesorem literatury średniowiecznej, dla którego poszukiwanie Graala było ważniejsze niż cokolwiek innego, nawet rodzina. River Phoenix został do roli młodego Jonesa polecony przez Harrisona Forda. Występowali oni razem w filmie „Wybrzeże Moskitów” i Ford stwierdził, że River jest bardzo podobny do niego, gdy był młodszy.

Rolę ojca dostał Sean Connery. To było marzenie Spielberga, który już przy pierwszej części mówił, że chciałby nakręcić film o Bondzie. A Sean Connery był, według Spielberga, najlepszym Bondem w historii (zresztą do dziś reżyser jest o tym przekonany). Początkowo Connery odrzucił rolę – był tylko dwanaście lat starszy od Forda, ale w końcu uległ namową. Jako znawca historii zaczął tez wprowadzać poprawki do scenariusza. W trakcie realizacji filmu wielokrotnie improwizował kwestie – słynne „ona mówi przez sen” to także improwizacja Connery’ego. Trzeba przyznać, że relacja ojca z synem wniosła do filmu wiele śmiesznych scen, a Sean Connery skradł widowisko.

Z innych aktorów: Alison Doody zagrała Elsę – przeciwniczkę Jonesów, Denholm Elliot wrócił do roli Marcusa Brody’ego. Pojawił się także znany z „Poszukiwaczy zaginionej arki” Sallah – w tej roli ponownie wystąpił John Rhys-Davies. Powrót tych postaci miał przywołać ducha pierwszej części, pokazać widzom ponownie bohaterów, których zdążyli polubić.

W scenach w Berlinie pojawia się też Michael Sheard jako Adolf Hitler. Aktor grał epizodyczne role m.in. w „Imperium kontratakuje”, „Poszukiwacze zaginionej arki”. W „Imperium kontratakuje” występował również Julian Glover, w „Ostatniej krucjacie” grający Waltera Donovana.

Ach Wenecja

Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 16 maja 1988 roku w Hiszpanii. Najpierw nakręcono sceny z czołgiem. Sam czołg, wzorowany na modelu Mark VIII z I wojny światowej, zbudowany został ze stali, a nie ze znacznie lżejszego aluminium, po to by jak najwierniej zachowywał się w trakcie filmowania. Sama jego budowa trwała cztery miesiące, i jak wspomina George Gibbs, kierownik efektów mechanicznych, wcale nie była najtrudniejszym zadaniem w tym filmie.

Potem zdjęcia przeniosły się do Niemiec, gdzie kręcono sceny z zamkiem Brunwald. Poszczególne sceny kręcono też w studiu w Wielkiej Brytanii. W Wenecji na jeden dzień zamknięto Wielki Kanał, a operatorzy tak ustawiali kamery, by w scenach nie było widać anten na dachach budynków. Finał filmu to plenery w Petrze w Jordanii. Sceny pościgu motorówkami i wpływania między burty dwóch statków nakręcono w Essex. Łódź motorowa, wybuchająca między statkami, to efekt wystrzelenia łodzi motorowej z manekinami w środku ze specjalnej platformy. Aby te platformę zasłonić użyto ognia i dymu.

Do finałowych scen rozpadającej się świątyni Graala zbudowano w studiu w Wielkiej Brytanii. Użyto 80 siłowników hydraulicznych, a zbudowanie konstrukcji zajęło sześć tygodni.

Zdjęcia udało się zakończyć w 63 dni. W procesie postprodukcji dodano jeszcze scenę pościgu na motocyklach, bo Lucas i Spielberg uznali, że w filmie jest za mało akcji.

Wyzwania

W produkcji „Ostatniej krucjaty” najtrudniejsze zadanie stanęło przed ekipami efektów technicznych. Zbudowany czołg psuł się, części sprowadzano z Madrytu. Poza tym w środku było bardzo gorąco i aktorzy z trudem wytrzymywali te warunki.

Innym problemem było kręcenie scen z pociągiem. Nie można go było zatrzymać od razu, jeżeli coś poszło nie tak, całą sekwencję trzeba było zaczynać od początku. W scenie z nosorożcem użyto modelu z pianki i włókna szklanego – Spielberg postawił przed jego twórcami trudne zadanie – chodziło o to, by model mrugał, poruszał uszami.

W filmie wykorzystano kilka tysięcy węży pięciu ras. Oczywiście, grający młodego Indianę Jonesa, River Phoenix nie spadł do skrzyni z prawdziwymi wężami – do tej sceny użyto węży gumowych.

Mewy, które straszy na plaży Henry Jones Senior, to stado gołębi – prawdziwe mewy, których planowano użyć, nie bały się i nie chciały odlecieć.

Szczury w kanałach Wenecji to 5000 sztuk tych zwierząt, dostarczonych przez tą sama firmę, która dostarczała zwierzęta do poprzednich części. Płonące szczury to z kolei 1000 szczurów mechanicznych.

Sterowiec, którym bohaterowie uciekli z Berlina, to dwumetrowy model z pianki, wyprodukowany przez Industrial Light & Magic. To samo studio opracowało również trzy próby, których przejście konieczne było, by odkryć Graala. Słynna scena z niewidzialnym mostem została nakręcona za pomocą namalowanego tła i drewnianego pomostu, pomalowanego i sfilmowanego tak, by wywołać wrażenie niewidzialności.

Również nagrywanie dźwięku do filmu stanowiło nie lada wyzwanie. Odgłosy kurczaków wykorzystano do udźwiękowienia szczurów, styropianowe kubki posłużyły do uzyskania odgłosów płonącego zamku. Dźwiękiem zajmował się po raz kolejny Ben Burtt, i po raz kolejny stanął na wysokości zadania.

We wspomnieniach ekipy, tworzącej film, ta część była najbardziej wymagająca pod względem technicznym. I widać to nawet dziś – poza dwoma scenami w filmie efekty nie zestarzały się i nadal robią dobre wrażenie.

Po premierze

Premiera odbyła się 24 maja 1989 roku. W ciągu długiego weekendu „Indiana Jones i ostatnia krucjata” zarobił ponad 37 milionów dolarów i był trzecim (po „Ghostbusters 2” i „Batmanie”) najbardziej dochodowym filmem roku.

Recenzje były bardzo pozytywne. Zwracano uwagę na to, że film jest lżejszy i bardziej komediowy niż „Świątynia Zagłady”, więcej w nim akcji, a duet Ford – Connery dodaje filmowi dodatkowych emocji. Oczywiście – nie brakło stwierdzeń, że brak tutaj świeżości, jaką nieśli ze sobą „poszukiwacze zaginionej arki”. Ale umówmy się – pierwszy film z serii był rzeczywiście czymś niespotykanym, nowym. Trudno było przy trzeciej odsłonie pokazać coś nowego. Dlatego właśnie ciężar filmu przeniesiono z poszukiwań skarbu na relację dwóch Jonesów.

Po raz kolejny Oscara dostała ekipa od montażu efektów dźwiękowych. I, aby tradycji stało się zadość, nominowany za ścieżkę dźwiękową John Williams, Oscara nie dostał.

Dobre przyjęcie filmu spowodowało jeszcze dwie pozytywne rzeczy, o których chcę Ci wspomnieć na koniec.

Prolog filmu natchnął Georga Lucasa do stworzenia serialu „Młody Indiana Jones” – o którym Ci opowiem bliżej już niedługo. A finał – nakręcony w Jordanii – przyczynił się do rozwoju turystyki w tym kraju. Wszyscy chcieli zobaczyć Petrę, „to miejsce z Indiany Jonesa” – o ile przed premiera filmu docierało tutaj kilka tysięcy turystów rocznie, to po premierze ilość przyjeżdżających liczy się w milionach. Ot, wpływ popkultury na życie codzienne. Ja sam w Wenecji szukałem budynku, który w filmie był biblioteką.

„Indiana Jones i ostatnia krucjata” stanowić miał ostatnią część cyklu. Co prawda na początku lat dziewięćdziesiątych były plany na kontynuację, ale Spielberg nie zgodził się na to z powodu… ale to już historia na następną opowieść. Więc gdy spotkamy się następnym razem, opowiem Ci jak to było z „Królestwem kryształowej czaszki”. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie co z tym filmem nie pykło i czy rzeczywiście jest tak zły jak ludzie gadają.