Reżyseria i scenariusz: Gerard Johnstone, występują: Morgana O’Reilly, Rima Te Wiata, Cameron Rhodes Produkcja: Nowa Zelandia, 2014

Ocena 7/10

Na samym początku mamy nieudany skok na bankomat. Bardzo nieudany. Już te pierwsze minuty filmu zwiastują, że będzie śmiesznie. Współuczestniczka napadu, Kylie, jest już znana nowozelandzkiemu wymiarowi sprawiedliwości, i nie może liczyć na łagodną karę. Tym razem zostaje skazana na karę aresztu domowego w rodzinnym domu, z którego kilka lat wcześniej uciekła. Kylie jest zmuszona zamieszkać z matką i jej małomównym partnerem. Obie strony – zarówno córka jak i matka są wielce niezadowolone z takiego obrotu sprawy.

A kiedy jeszcze okazuje się, że matka Kylie wierzy, iż w domu grasuje duch – zabawa zacznie się na całego. „Housebound” to horror-komedia. Bardzo nieufnie do takiego gatunku filmowego podchodzę – na ogół żarty w takich filmach to pastisze znanych scen czy dowcipy bezpośrednie, chamskie i nieśmieszne. Owszem – zdarzają się chlubne wyjątki – taki „Doghouse” na przykład, na którym ubawiłem się setnie. Na szczęście na opowieści o areszcie domowym Kylie tez się ubawiłem, wręcz ryłem ze śmiechu – zwłaszcza w finale filmu.

„Housbound” bowiem to naprawdę dobrze zagrany – rola matki świetna – z dużym poczuciem dystansu i humoru zrobiony horror, który potrafi także przestraszyć. Zaczyna się jak film obyczajowy o trudnych międzypokoleniowych relacjach, po to by za chwilę przeistoczyć się w ghost story, found fotage i na koniec ostry slasher. Cała ta linia fabularna, prowadząca od wątku do wątku poprowadzona jest z pomysłem i wyciąga z każdego z pokazywanych gatunków to co najlepsze, by ich charakterystyczne cechy przedstawić ironicznie i z humorem. Poszczególne sceny rozbrajają, zwroty akcji zaskakują, a finał…

No tutaj to już twórcy pojechali na całego. Zaśmiewałem się do łez obserwując walkę w łazience czy rozprawienie się w końcu ze złym bohaterem (nie powiem, bo to też niezły scenariuszowy przewrót). Inteligentnie śmieszny horror – zaskakujące, ale jest to możliwe. Polecam „Housebound” – dla mnie ten film był naprawdę miłym zaskoczeniem.