Harry Adam Knight. Gen

Tłumaczenie: Jerzy Śmigiel, 187 stron, Wydawnictwo Phantom Press, rok wydania 1990.

Po zatonięciu jachtu grupa młodych ludzi trafia na starą, zdawałoby się opuszczoną, platformę wiertniczą. Szybko okazuje się, że pozory mylą, a platforma wcale nie była opuszczona. Tajne badania nad stworzeniem organizmu odpornego na wszelkie zagrożenia przyniosły nieoczekiwany skutek. Nasi bohaterowie będą musieli zmierzyć się z inteligencją, które ten świat jeszcze nie widział. Będzie strasznie, krwawo i na pewno większość nieszczęśników nie przeżyje.

Powieść Knight’a zaskakująco dobrze przetrwała próbę czasu. Pamiętam, że czytałem ja w latach 90–tych i już wtedy wywarła na mnie niezłe wrażenie. Typowy horror B może nawet C. Wracając do lektury po dwudziestu ponad latach myślałem, że srodze się rozczaruję, ale nie. Gen dalej czyta się dobrze, szybko i przyjemnie. Czy są tu dziury logiczne? Pewnie, że tak. Czy akcja jest absolutnie nieprawdopodobna pod względem naukowym? Oczywiście. A jednak od tej krótkiej w sumie lektury trudno się oderwać. Duża tutaj zasługa Autora, potrafi on sprawić, że na czas czytania odstawiamy nasza niewiarę i wiedzę o świecie, by wraz z bohaterami bać się i przeżywać koszmary. Dla miłośników dobrego kina oczywiście jasne będzie, ze powieść bardzo dużo zapożycza z filmu Coś. Ale to nie przeszkadza w lekturze. Gen to nie jest historia ambitna. Ale dla mnie, osoby wychowanej na horrorach z lat 80–tych i 90–tych to świetny był powrót do przeszłości i doskonale się bawiłem. Jeśli więc lubicie historie klasy B, albo uwielbiacie horrory z końca XX wieku, to Gen jest lektura w sam raz dla Was. Stąd też, może zawyżona, ale jednak ocena 4.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: