Harlan Coben. Klinika śmierci

Sara Lowell i Michael Silverman – główni bohaterowie powieści – to ulubieńcy tłumów. Ona – wschodząca gwiazda dziennikarstwa, on – koszykarz, gwiazda ligi NBA. Dodając do tego fakt, że Sara spodziewa się dawno upragnionego dziecka – mamy obrazek idealnego, szczęśliwego małżeństwa. Aż do momentu gdy okazuje się, że Michael ma AIDS. Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że przyjaciel bohaterów prowadzi na wpół tajną placówkę, która prowadzi badania nad lekiem na tą chorobę. Wydaje się, że badania pozwoliły ten lek znaleźć. Michael zostaje poddany nowatorskiej kuracji. Drugim wątkiem powieści jest poszukiwanie mordercy – nazwanego przez prasę „Homorozpruwaczem” – mordującego gejów. Nie są to jednak przypadkowe ofiary – okazuje się, że trzech zabitych mężczyzn było pacjentami kliniki w której leczy się Michael. I to pacjentami wyleczonymi. Komu zależy na tym by zniszczyć dowody na skuteczność terapii? Czy jeden z lekarzy rzeczywiście popełnił samobójstwo, czy też został brutalnie zamordowany? W poszukiwaniu odpowiedzi nasi bohaterowie i młody policjant Max Bernstein przemierzą Nowy Jork, Waszyngton i Bangkok. Wkrótce okaże się, że w całą sprawę zamieszany jest ojciec Sary i kilku wysoko postawionych polityków, a także świętoszkowaty kaznodzieja, dla którego plaga AIDS jest darem z nieba. Jednak to wcale nie najgorsi wrogowie. Jest ktoś za kim trup ściele się gęsto, kto nie ma skrupułów i kto za wszelką cenę pragnie osiągnąć swój cel. Jak zwykle u Cobena to kim jest główny przeciwnik potrafi zaskoczyć i obrócić akcję powieści o 180 stopni.

„Klinika śmierci” to pierwsza powieść Harlana Cobena. Możemy więc przekonać się jak ewoluowała twórczość pisarza. Bowiem książka – mimo, że nie jest zła, jest jedną ze słabszych powieści tego autora. Owszem – widać już zaczątki stylu do którego Coben nas przyzwyczaił – te zaskakujące zakończenia, ale tutaj można się zorientować w pewnym momencie kto jest głównym antybohaterem. Również fabuła nie jest zbyt skomplikowana, a uważny czytelnik znajdzie kilka niespójności i mało logicznych zdarzeń. Podoba mi się jej tło – mamy lata 90-te dwudziestego wieku i AIDS jest traktowana jako choroba gejów i narkomanów. Czemu więc starać się ją leczyć skoro oczyszcza świat z tego podejrzanego elementu? Do niedawna jeszcze takie przekonanie bardzo często funkcjonowało na świecie i pod tym względem Coben znakomicie uchwycił społeczne nastroje. Myślę, że Coben napisał wtedy właśnie „Klinikę śmierci” jako swego rodzaju bunt przeciw takiej postawie. Czyli tak naprawdę jest to powieść społecznie zaangażowana. Pokazanie AIDS jako chorobę którą może zarazić się każdy, na przykład poprzez transfuzję krwi, było próbą dotarcia do szerszej grupy odbiorców i uświadomienia problemu – stąd pewnie w powieści mini wykład na temat tego czym jest AIDS. Obecnie to przesłanie się trochę zdezaktualizowało i sam fundament akcji książki przez to ucierpiał. Polecam jednak „Klinikę śmierci” – mimo wszystko to nadal jest kawałek dobrej, rozrywkowej prozy.

Przekład: Robert Sudół, Wydawnictwo Albatros, stron: 511, rok wydania 2011

%d bloggers like this: