Gregg Olsen. Szósta ofiara

Tłumaczenie: Janusz Ochab, Wydawnictwo Prószyński i S–ka, stron: 520, rok wydania 2015.

Najnowsza powieść Gregg’a Olsena „Szósta ofiara” już na przedbiegu traci jeden z najważniejszych atutów historii o seryjnych mordercach – element zaskoczenia. I to bardzo dużo z przyjemności czytania ujmuje. Ale od początku: w małym miasteczku w Stanach ginie młoda kobieta. Policja na zgłoszenie jej narzeczonego podejmuje ślamazarne śledztwo – raz, że ofiarą jest imigrantka, dwa – wszystko wskazuje na to, iż z narzeczonym się nie układało jej najlepiej. Śledczy przyjmują tezę, że dziewczyna wróciła po prostu do swojego kraju. Ale zmieni się to, gdy jakiś czas później znalezione zostaną zmasakrowane zwłoki. Giną tez następne kobiety. Śledczy – Kendall Stark i jej partner Josh Anderson, a także młoda ambitna dziennikarka z miejscowej gazety zostaną uwikłani w niebezpieczną grę z psychopatycznym seryjnym mordercą – maniakiem seksualnym. Brzmi to wszystko zupełnie nieźle, zapowiada dobra lekturę i mocne przeżycia, ale tak jest tylko w niewielkim zakresie… Bowiem odbiór powieści psuje to, o czym pisałem na początku – brak elementu zaskoczenia. Po pierwsze – rozdziały zatytułowane imionami ofiar od razu pokazują, co spotka nowo pojawiającą się osobę w powieści. Po drugie – niemal od początku znamy mordercę. Nie muszę chyba mówić, jak bardzo dużą część frajdy z lektury ten fakt odbiera. I jeszcze to, że mamy dość dokładnie opisanego, nazwanego i pokazanego psychopatę, bez trudu domyślamy się, kto będzie ową tytułową szósta ofiarą. To dwa największe, ale nie jedyne zarzuty. W trakcie lektury miałem wrażenie, że autor nie mógł się zdecydować kogo uczynić głównym bohaterem – czy panią detektyw, czy jej partnera, a może ambitną dziennikarkę. Wyszedł z tego taki misz-masz, że nie bardzo wiemy komu kibicować. Zresztą – wszyscy bohaterowie są na tyle denerwujący (a już dziennikarka i partner naszej pani detektyw to dwa najbardziej wkurzające charaktery jakie ostatnio spotkałem w powieści). Na siłę dodany wątek chorego dziecka absolutnie nic nie wnosi do opowiedzianej historii. Dodatkowo z okrucieństwem morderstw – faktycznie bardzo sugestywnie i krwisto opisanych – w sprzeczności stoi zachowanie mordercy – jego teksty powodują wręcz wybuch śmiechu czasami – wciśnięte na siłę, sztuczne aż do bólu. Także finał słabo daje radę…

No i tak – wylałem całą czarę goryczy, a przecież przeczytałem „Szósta ofiarę” bez jakiegoś większego męczenia się. Bo mimo wszystko to nie jest do końca zła powieść – są tutaj naprawdę dobre fragmenty – widać duży, chociaż niewykorzystany, potencjał. Gdyby tylko chociaż tożsamość sprawcy była dłużej zostawiona w tajemnicy… Nie znam wcześniejszych powieści Olsena i ciężko mi powiedzieć czy wszystkie są w takim samym stylu napisane – niemniej nie skreślam autora. Widać, że stać go na napisanie czegoś dobrego. I choć „Szósta ofiara” więcej obiecuje niż daje, to sięgnę po inne książki Olsena – chociażby po to, by zobaczyć, czy ta która przedstawiłem Wam właśnie była tylko „wypadkiem przy pracy”.

 

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: