Gregg Hurwitz. Nie ufaj nikomu

Tłumaczenie: Anna Kołyszko, 399 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2011.

Dobrze jest recenzować książkę która w trakcie lektury się podoba. Gorzej kiedy do zrecenzowania dostaję powieść, która ani nie wciąga, ani nie bawi, a jej dokończenie jest obowiązkiem, a nie przyjemnością. Niestety – tak właśnie jest z powieścią „Nie ufaj nikomu”. Kiedyś Stephen King powiedział, że każdy autor ma taką książkę po przeczytaniu której mówi sobie, że sam by to lepiej napisał… i zaczyna pisać. I to chyba prawdą jest. Zapowiadało się zupełnie nieźle – był pomysł, był niezły początek…

Główny bohater – Nick Horrigan wiedzie sobie spokojne życie. Nikomu nie wadzi, nikomu nie przeszkadza. Aż pewnej nocy do jego domu włamują się agenci służb specjalnych i zabierają ze sobą. Okazuje się, że uzbrojony mężczyzna wdarł się do elektrowni atomowej i grozi jej wysadzeniem. Jego jedyne żądanie to rozmowa właśnie z Nickiem. Uzbrojony jedynie w telefon komórkowy Nick Horrigan spotyka się z terrorystą. Ten sprawia wrażenie, że dobrze zna naszego bohatera. Usiłuje mu o czymś powiedzieć jednak ginie zanim wyjawi Nickowi tajemnicę… Te wydarzenia zdają się wiązać ze sprawą sprzed siedemnastu lat. Wtedy to Nick przyczynił się do śmierci ojczyma – zasłużonego agenta Secret Service. Te wydarzenia z przeszłości zaciążyły na całym życiu Nicka – a teraz wydaje się, że nic nie jest takie jak się wcześniej wydawało.

Zaczyna się dobrze, prawda? Cóż z tego skoro cała ta intryga opisana w książce jest po prostu nieprzekonująca. Już sam początek – łatwość z jaką terrorysta dostał się do elektrowni atomowej, całe nieprawdopodobieństwo akcji antyterrorystów – to wszystko psuje przyjemność z lektury. A dodając do tego fakt, że już po kilkudziesięciu stronach domyślamy się kto jest głównym czarnym charakterem mimo iż autor próbuje zamotać – zupełnie niezgrabnie – akcję powieści)… no cóż – mówiłem, dokończenie lektury w tym przypadku to obowiązek, nie przyjemność. Mało przekonujące są dialogi, postaci sztuczne i wydumane. Zakończenie – miało być zaskakująco – nie wyszło. Słaba to powieść.

Naprawdę – z gatunku thrillera politycznego jest wiele lepszych książek. Dziwi mnie to trochę bowiem Gregg Hurwitz to stosunkowo dobry pisarz, scenarzysta (pracuje m.in. przy serialu „Goście”), jest autorem wielu komiksów dla Marvel Comics. Więc może ta powieść to tylko taki wypadek przy pracy. Tak naprawdę jedyny pożytek z „Nie ufaj nikomu” to fakt, iż może rzeczywiście ktoś przeczyta i stwierdzi, że sam lepiej by to napisał – i napisze bestseller. Czego sobie i Wam bym życzył. Chętnie wtedy taki bestseller zrecenzuję. Bo słabych powieści nie lubię czytać. Ani tym bardziej o nich pisać.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: