Entity

Reżyseria i scenariusz: Steve Stone, Występują: Dervla Kirwan, Charlotte Riley, Branko Tomović, Rupert Hill, Produkcja: Wielka Brytania 2013

Czy ja już mówiłem, że nie lubię filmów „found footage”? Mówiłem – ale wiem na czym powinien polegać dobry film tego gatunku. Po pierwsze, nie powinni występować w nim zawodowi aktorzy – skoro usiłuje się nam wmówić, że te taśmy odnalezione są prawdziwe, to nie możemy znać aktorów z innych produkcji (wcale nie niszowych).

Po drugie – twórcy muszą zdecydować się na konwencję jaką przyjęli – mieszanie normalnie kręconego filmu z „odnalezionymi taśmami” raczej nie przydaje wiarygodności historii. No i po trzecie – zakończenie, puenta takiego filmu powinna być – jak w życiu – nie do przewidzenia. Niestety, film „Entity” nie spełnia żadnego z tych trzech warunków.

A mówię „niestety”, bo cała historia zapowiadała się zupełnie dobrze. Oto w 1998 roku w lasach Syberii odnaleziono 34 niezidentyfikowane martwe osoby. Władze rosyjskie nie podały żadnych oficjalnych wyjaśnień i po trzech latach sprawę zamknięto. Akcja filmu zaczyna się w 2010 roku, kiedy to ekipa programu telewizyjnego „Mroczne sekrety” jedzie na Syberię, by nakręcić dokument o tamtej sprawie. Filmowcom towarzyszy niezwykle uzdolnione medium. Ostatni meldunek od ekipy mówił o tym, że zbliżają się do miejsca gdzie odkryto ciała. I to był ostatni kontakt z ekipą filmowców.

Brzmi to i zapowiada się dobrze, ale już fakt, że aktorów występujących w „Entity” bez trudu rozpoznamy z chociażby „Nędzników”, „Na skraju jutra”, „Ondine”. Duży minus w filmie, który ma straszyć przede wszystkim tym, że jest prawdziwy. Poza tym w odbiorze przeszkadza fakt, że sceny z kamer są tutaj wplecione w normalny film – więc nie ma mowy o klasycznym „found fotage”. Szkoda, bo tak naprawdę „Entity” nie jest filmem złym.

Historia opowiedziana może zaciekawić, chociaż – i to spory zarzut – akcję i zakończenie naprawdę łatwo przewidzieć. Jest tutaj kilka momentów w których można się autentycznie wystraszyć, tematyka też zaciekawia (porównania do „Instytutu Atticus” – amerykańskiego horroru z 2015 roku – nasuwają się automatycznie w trakcie seansu). Jednak samo wykonanie filmu stawia go wśród wielu podobnych średniaków. Oczywiście – spokojnie da się obejrzeć, ale rewelacji żadnej się nie spodziewajcie.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: