Dean Koontz. Apokalipsa

Dean Koontz. Apokalipsa

Tłumaczenie: Piotr Roman, 352 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2006.

Dean Koontz to jeden z tych autorów, który ukształtował rynek horroru w Polsce – jako jeden z pierwszych był wydawany przez wydawnictwo Amber. Do dziś pamiętam „Grom”, „Opiekunów”, „Złe miejsce”. Niestety – w momencie kiedy nasi wydawcy zaczęli się zachłystywać niedostępnym do tej pory rynkiem zachodniego horroru, fantasy, fantastyki – nie było miejsca na jakąkolwiek selekcje i bardzo szybko jakość przeszła w ilość. Koontz po prostu mi się przejadł.

Chociaż – pamiętam jeszcze jedną powieść która mnie (przynajmniej do połowy historii) naprawdę przeraziła. To był „Odwieczny wróg” (jeśli ktoś nie czytał, a lubi się naprawdę bać to gorąco polecam). „Apokalipsa” – jedna z nowszych powieści – ma trochę w sobie z tego klimatu. Przynajmniej na początku powieści.

A historia zaczyna się wielkim deszczem który nocą budzi główną bohaterkę – Molly. Deszcz jest co najmniej dziwny, świeci w ciemności, powoduje, że dzikie zwierzęta szukają schronienia wśród ludzi. Doniesienia z całego świata są jeszcze bardziej niepokojące. W kanałach informacyjnych pokazywane są obrazy z całego świata – świecący deszcz zdaje się padać na całym globie. Wkrótce stacje telewizyjne zamilkną, zgaśnie prąd… cywilizacja zdaje się być rozmontowana w kilka godzin. Ale tak naprawdę my wraz z autorem koncentrujemy się na parze głównych bohaterów – Molly i jej mężu. Towarzyszymy im w wędrówce do małego miasta, niedaleko którego mieszkają, a wędrówka ta będzie coraz dziwniejsza, okrutniejsza i niebezpieczna…

Nie chcę zbyt dużo zdradzać z fabuły powieści – jednak nastrój grozy jaki nam towarzyszy przez połowę powieści wynika z tego, że nie wiadomo co dalej się zdarzy. Nie jest to na pewno najlepsza powieść Koontza – trochę to takie połączenie „Opiekunów” i „Odwiecznego wroga”. Są psy, jest klimat niepewności. Można się przyczepić do zakończenia-z jednej strony zaskakuje-na pewno nie takiego finału się człowiek spodziewał. Z drugiej strony to zakończenie jest za szybkie, urwane jakby w połowie i niewiele wyjaśnia. Ale to jedyne zarzuty jakie mogę postawić tej powieści. Cała reszta gra i buczy. No i zwróćcie uwagę jak dużo tutaj odniesień do popkultury, do tego co, zdaje nam się, że wiemy z powieści i filmów SF. Polecam „Apokalipsę” – to bardzo dobrze napisana powieść, pełna naprawdę niepokojącego nastroju, eksploatująca na nowo znane wątki i postaci, jednocześnie oryginalna i po prostu ciekawa.

Font Resize
KONTRAST
%d bloggers like this: