Arnaud Delalande. Włócznia Przeznaczenia

Przekład: Wiktoria Melech, Wydawnictwo Albatros, Liczba stron: 342, rok wydania 2011.

Czasami zdarza się, że żal mi świetnego pomysłu którego potencjału autor nie wykorzystał do końca. Pamiętam taką powieść „Księga imion” – pomysł rewelacyjny, ale wykonanie do dupy. W przypadku „Włóczni przeznaczenia” aż tak źle na szczęście nie jest, ale mogło być lepiej. Zdecydowanie dużo lepiej. Ciężko powiedzieć czemu – temat chwytliwy, podłoże historyczne solidne – trochę gorzej z podłożem naukowym, ale też się da strawić. Mamy i tajnych agentów Watykanu i tajemniczą organizację Axus Mundi która usiłuje wpłynąć na losy świata. Akcja przenosi się z roku 33 n.e poprzez koniec XIII wieku, aż do czasów nam współczesnych, osnową całej historii jest słynna Włócznia Przeznaczenia – ta którą rzymski legionista przebił bok Chrystusa na Wzgórzu Golgoty. Zdawać by się mogło, że wszystkie te składniki to idealne połączenie do pasjonującej lektury. Niestety – lektura „Włóczni Przeznaczenia” pasjonująca nie jest. Akceptowalna – tak, dająca się przeczytać – tak… A co do historii:

Mamy rok 33 n.e. Na Wzgórzu Golgoty kona Chrystus. Rzymski legionista Longinus przebija włócznią Jego bok. Trapiony wyrzutami sumienia chowa włócznie jak największą świętość, a sam swoje duchowe przeżycia spisuje na pergaminie. Rok 2006. W Megiddo – w miejscu gdzie według Biblii ma nastąpić Apokalipsa naukowcy wysłani przez Watykan odkrywają włócznię. Nie zdążą się nacieszyć sukcesem – wkrótce wszyscy zostają z zimną krwią zamordowani, a włócznia przepada bez śladu. Na miejsce tragedii zostaje wysłana Judith Guillemarche – historyk sztuki, specjalna doradczyni papieża. To dzięki niej udało się znaleźć włócznię i właśnie ona teraz ma wpaść na trop złodziei. Tymczasem serwery internetowe Watykanu zasypuje mnóstwo wiadomości w których mowa o końcu świata i tajemniczej organizacji Axus Mundi… Ta organizacja właśnie na pustyni w pobliżu góry Synaj prowadzi eksperymenty które mogą zmienić oblicze wiary.

No właśnie – tu chyba leży problem tej powieści – po pierwsze zagrożenie takie jak opisał autor powieści jest zbyt wydumane. Nie wyobrażam sobie, że nawet gdyby się udało coś takiego co planuje Axus Mundi to fakt ten miałby aż tak wielki wpływ na losy świata jak to opisuje Delalande. Poza tym ciężko jest się utożsamiać z bohaterami powieści – są zbyt papierowi jak na mój gust, a ich dylematy są sztampowe aż do bólu. Sposób prowadzenia akcji też do mnie nie przemawia – zbyt prosto się wszystko udaje, za mało to wszystko rozbudowane. I tak – z bardzo dobrego pomysłu wyszła bardzo średnia powieść. Historycznie powieść jest dobrze udokumentowana i napisana. Naukowo jest gorzej – działania Axus Mundi są wręcz kuriozalne w pewnych momentach. No i struktura tej organizacji jest bardzo źle skonstruowana – to nie tajemniczy Trybunał Smoka z powieści Rollinsa, lecz jakieś marne popłuczyny po tajnych organizacjach. Sumując – można przeczytać… tylko po co? Średniaków jest na rynku całkiem sporo – lepiej wziąć się za powieści naprawdę dobrze napisane.

%d bloggers like this: